Szczerość Portalem do Wspólnych Serc

Najwspanialszym prezentem, który można komuś podarować, jest naga i bezwstydna szczerość. Taka, co nie trzyma się kurczowo listka figowego, bo nie widzi przeszkód dla swojej naturalności. Taka szczerość, która w otwarciu dostrzega jedynie szanse powodzenia i wzrostu. Ani pieniądze, ani gratulacje, medale, certyfikaty, ani słodkie pocałunki w czubek nosa, ani nawet luksusowe wyprawy na drugi koniec świata... Nic, z obietnicami i ślubowaniem zaspokojenia najbardziej fantazyjnych potrzeb włącznie, nie może równać się pokornemu i autentycznemu dzieleniu się swoimi bezpośrednimi uczuciami w danej chwili. Spontaniczne uwalnianie spiętych i ukrywanych do tej pory emocji oraz odważne przedstawianie towarzyszącym im wstydliwych konsternacji jest piękną sposobnością do zdemaskowania swoich słabości i przekroczenia ich. Wolne, czyste i niewymuszone ekspresje, te całkowicie nieocenzurowane skomplikowanym szyfrem języka ograniczonego umysłu, mają najlepsze widoki na bujny rozkwit w Obecną Świadomość i radosną ekspansję w dalsze Nieznane.

Podczas tego intymnego zbliżenia, kiedy skonfrontujemy się z własnymi blokadami i postanowimy stawić im czoło prezentując je rozmówcy, otwieramy się na możliwości prowadzące do zrezygnowania z tych kłopotliwych manier intelektualnych. To właśnie w trakcie szczerej rozmowy z drugą osobą, kiedy to ofiarowujemy komuś swój lęk lub wątpliwość, pokazujemy samym sobie, że wolimy patrzeć na drugiego człowieka jak na wspierającego przyjaciela w krainie podobieństw, a nie wroga po przeciwnej stronie frontu. Kiedy chowamy swoje sekrety w szufladę – odsuwamy się od ludzi coraz bardziej i kreujemy jedynie więcej podejrzliwości, niepewności, braku wiary w siebie i powszechnej konkurencji. Kiedy mówimy Prawdę natomiast, pozwalamy wszystkim poznać się trochę lepiej, a dzięki temu dostrzegamy, że ludziom warto ufać. Przekonujemy się na własnej skórze, że doświadczenie wstydu wcale nie jest tak straszne, na jakie zostało zobrazowane przez nasz lękliwy i pełny skrępowania umysł. W momencie wyboru Szczerości, przestajemy definiować ludzi jako przeciwników w boju o rację, o przetrwanie albo o rozrost swojego imperium. Przestajemy patrzeć na ludzi jak na potencjalnych rywali w pojedynku o rękę księżniczki. Zaczynamy dostrzegać w nich braci i siostry z intencjami wsparcia, rozwoju, pojednania i wspólnego budowania rzeczywistości opartej na równości, życzliwości i szacunku dla wszystkich żyjących i czujących istot. Równolegle, z zarodkiem Zaufania tlącego się dzięki odważnemu naświetleniu własnego problemu, dojrzewa w nas niezachwiane poczucie bezpieczeństwa, rośnie w nas absolutna tolerancja, przewiewny luz i pokojowa otwartość na zmiany. W momentach, kiedy nie blokujemy swoich ekspresji żadnymi oczekiwaniami względem tego, jak chcielibyśmy żeby zostały odczytane i przyjęte przez innych, zaczynamy dostrzegać piękno Wolnej Woli. Kiedy pozwalamy ludziom, aby interpretowali nasze słowa i zachowanie dokładnie tak, jak sobie tego życzą, odkrywamy piękno Bezwarunkowej Miłości. Miłości, która niczego nie wymaga i niczego nie wymusza. Zaczynamy również dostrzegać jak szeroki wachlarz estetycznych, zdrowych i imponująco czułych ekspresji sami nosimy w swoich kieszeniach każdego dnia. Zostawiając swobodę w definiowaniu naszych działań innym, dajemy im przywilej wyboru tego, w jaki sposób zechcą zareagować na naszą Prawdę i jej manifestację fizyczną. Pozostawiamy naszym kompanom podróży możliwość swobodnej interpretacji naszych słów, gestów i czynów, dzięki czemu nie zagracamy własnej rzeczywistości niepotrzebnymi ograniczeniami.

Aby móc pielęgnować w sobie Światło, w pierwszej kolejności musimy wyłożyć na stół wszystko, co może przysłaniać i zaciemniać zgodne z naturalnym rytmem życia projekcje. Każdy z nas jest świecącą żarówką, która śpiewa baśń o sobie. Żyjąc w kłamstwie (czyli opierając swoje doświadczenia na sztucznym wizerunku) zakrywamy naszą nieprzerwanie żarzącą się żarówkę stertą brudnych i gęstych koców. Czyszczenie i ściąganie tych zakurzonych i pomiętych soczewek jest pracą indywidualną. Nie da się jej wykonać za kogoś. Każdy z nas dysponuje swoją unikalną perspektywą, której nie da się nadzorować z zewnątrz. Niekiedy nasza szczera Prawda brzmi jak kolorowe, donośne słowa, które słychać wędrujące między wykrzyknikami w powietrzu. Niekiedy niepozorowana Prawda brzmi jak cisza, która nie wydaje żadnych dźwięków i jedynie monitoruje w skupieniu przebieg wydarzeń. Czasami bowiem (kiedy umysł zechce dać o sobie znać najsilniej) może się wydawać, że pozostanie w milczeniu będzie naszą największą klęską i przyniesie nam haniebny wstyd. Innym razem to pospolite milczenie okaże się azylem, w której nasza Świadomość odnajdzie zharmonizowanie i pewność siebie. Ucząc się czytać sygnały swojej intuicji, z czasem nabieramy wprawy i coraz częściej wiemy jaką formę Prawdy chcemy zaprezentować światu w danym momencie. Czy tą głośną, energiczną i pełną animuszu, czy delikatną, zwiewną i ledwo zauważalną. Eksperymentując z różnymi formami ekspresji uczymy się w ten sposób, że każda Prawda jest niezwykle elastyczna, skłonna do modyfikacji i przeistoczeń. Kierując uwagę do wewnątrz uczymy się czym jesteśmy my i jaka jest nasza Prawda w Teraz, zamiast starać się sprostać oczekiwaniom innych ludzi. Ziemska wędrówka przebudzonej Jaźni jest zatem stałym re-definiowaniem swojej Prawdy i jednoczesnym przeobrażaniem mandali własnych doświadczeń. W trakcie dokonywania kolejnych świadomych wyborów i obserwacji postępu manifestowanych doświadczeń stworzonych z ich pomocą, poznajemy swoją autentyczną sylwetkę. Rzeźbienie w Prawdzie jest rzemiosłem nad własnym stanem bycia, nie ma nic wspólnego z ingerowaniem w stan bycia innych ludzi lub kontrolą cudzych żyć. Ściąganie filtrów, którymi broniliśmy się przed ukazywaniem swojego naturalnego piękna zachodzi jedynie w szczerości i w pokorze. Zachodzi wtedy, kiedy wybierzemy, aby postawić się w roli Twórcy Nieskończonego, a nie ofiary niesprzyjających okoliczności. Odpuszczenie wysiłkom i odkrycie cudu wolności rodzi się wtedy, kiedy zaprzestajemy walki z samym sobą i godzimy się zarówno z przeszłym sukcesem jak i z nadchodzącą porażką. Fenomenem ludzi oświeconych, ludzi którzy mają bogate, spokojne, całkowicie zaspokojone i pasjonujące życie jest ich determinacja w pozostawaniu szczerym ze swoimi wartościami oraz umiejętność adaptacji do nowości Nieznanego. Nie obawiają się reakcji tłumu, ubabrania sobie rąk błotem, nie boją się robić rzeczy inaczej niż wskazują ogólnie przyjęte normy. Z fantazją eksplorują abstrakcyjność i plastyczność duszy zamiast uczepiać się kwadratowych schematów, ciasnych kryteriów i ignoranckich miar. Ich geniusz paradoksalnie kryje się w opuszczaniu każdej aroganckiej kryjówki podzielonego umysłu i wychodzeniu odważnie do świata ludzi, eksponując bezinteresownie swoje umiejętności, mądrość i talent przy każdej nadarzającej się okazji.

Prawdomówność jest jakością, którą każdy z nas dysponuje na co dzień. I choć nie zawsze mówienie prawdy jest komfortowe, to warto pamiętać, że zawsze możemy wykorzystać jej oczyszczającą i odświeżającą moc. Czasami może nam się wydawać, że stracimy coś bardzo ważnego, jeśli pozostaniemy przy swojej Prawdzie i wyraźnie ją zakomunikujemy. Kiedy jednak bez zająknięcia pozostajemy w zgodzie z radiacjami serca, jedyne co się dzieje w naszej rzeczywistości, to wyraźnie pokazujemy sobie i światu, jakim uzależnieniom daliśmy nad sobą panować i jakich niekorzystnych przyzwyczajeń i nałogów nie zamierzamy już dłużej karmić strachem. Nasz umysł (szczególnie w sytuacjach przełomowych, wywołujących spore zaangażowanie emocjonalne) będzie programował wersje wydarzeń z przyszłości, w których cierpimy ze względu na brak konkretnych osób, obiektów-symboli lub doświadczeń. Umysł będzie straszył, że jeśli wyjdziemy z kryjówki i inni dowiedzą się o naszej tajemnicy, to cały nasz dotychczasowy świat legnie w gruzach i zostaniemy co najmniej wyklęci, a być może nawet pożarci przez lwy i dzikie węże. Każdy lęk jest jednak niczym więcej jak jedynie myślą, zwykłą projekcją, która nie ma nic wspólnego z bieżącym doświadczeniem. Na całe szczęście nie musimy się tej myśli podporządkowywać. Kiedy obawiamy się czegoś, ale nie uginamy się pod naporem swoich lęków i nie rezygnujemy z głoszenia swojej Prawdy wszem i wobec, często otrzymujemy okazję, aby obserwować nasze lęki wypełzające z głębin naszej podświadomości na powierzchnię teraźniejszego doświadczenia. Przyzwalanie im i spokojna ich rejestracja z poziomu czujnej Świadomości to najczystsza medycyna i jednocześnie trening inicjalny dla młodej, przebudzonej duszy. Wspólne przekraczanie lęków i dopingowanie się nawzajem w miłości to kolektywny zabieg, który zbliża nas do siebie znacznie bardziej niż autostrady, telefony komórkowe, internet czy seks. Szczerość pokazuje nam, kim naprawdę jesteśmy. Szczerość integruje nas w Jedność, zespala w mozaikę niedualnej impresji. Poczucie równowagi, pełnego scentrowania ze swoim doświadczeniem, poczucie bycia w całkowitej zgodzie ze sobą i z ludźmi jest bezcenne i nie da się go kupić, sprzedać, zasłużyć sobie na nie, albo na kimś go wymusić. Może ono być jedynie zaakceptowane w szczerości jako wolny wybór dla własnej godności osobistej i bezwarunkowej akceptacji swoich macierzystych, korzennych wibracji.

Aby nasze wspólne doświadczenia obfitowały w dynamiczny rozkwit Jaźni Zunifikowanej (globalnej jaźni kolektywnej), w pierwszej kolejności musimy zadbać o nieprzerwany, swobodny przepływ energii we wszystkich obwodach, w których ta energia krąży. To oznacza żyć empatycznie, wznosić na nowe poziomy swoją inteligencję emocjonalną i wczuwać się w położenie naszych kompanów wędrówki. Jeśli chcemy rozumieć innych ludzi zamiast mechanicznie negować ich Prawdy, należy bacznie obserwować każdy najdrobniejszy nurt odpychającej, pasywnej energii podzielenia płynący z naszego ciała w kierunku drugiej osoby. Należy obserwować ten dryg, ale nie pozwolić mu zawładnąć nami i dyktować naszą reakcje. Niwelujemy swoje osądy i negatywne oceny jedynie przez dostrzeganie ich i nie energetyzowanie kolejnymi wyborami. Magia transformacji rozpoczyna się bowiem w zmianie kodu naszego programu oglądu świata, a ten jest modelowany interpretacją doświadczenia i zaprzestaniem stymulacji tych energii, które nam nie sprzyjają, i które drażnią nasze opanowanie. Dzięki akceptacji odmiennych punktów widzenia jedynie wzbogacamy swoją paletę ekspresji i dodajemy do naszego wachlarza możliwości. Traktując odmienne punkty widzenia równym naszemu, uczymy się jak żyć wspólnie w zgodzie i rozumieć nasze odmienne potrzeby. Uczymy się jak żyć razem w porozumieniu przez odpuszczenie kontrolującym aspektom naszego wiecznie porównującego się umysłu.

Zarówno utknięcie w zakorkowanej obwodnicy jak i nieoczekiwany seks z egzotyczną boginią może być równie męczące co wspaniałe i pełne błogości. Obie te sytuacje mają potencjał do tego, aby były zinterpretowane w różnoraki sposób. Aby nasze przejażdżki po drogach były płynne i przyjemne, aby wyprawy w najdziksze zakątki świata uczyły i oferowały świeże mądrości, aby rozmowy telefoniczne były pełne ciekawych i inteligentnych wymian a seks doprowadzał nas do szaleństwa i pełnego zjednoczenia ciał na płaszczyźnie zarówno fizycznej jak i duchowej, najpierw musimy zadbać o to, żeby szczerze wyrażać swoje Światło. Aby doświadczać ekstazy i błogości bycia sobą, musimy mieć odwagę pokazać innym, jacy jesteśmy w swojej czystej postaci - nie oponującej żadnym zjawiskom zewnętrznym. Aby otrzymać od Kreacji to, czego zawsze pragnęliśmy, i o co kierowaliśmy wszystkie nasze prośby i modlitwy, musimy zachowywać się tak, jakbyśmy już tym byli Teraz. Tym sposobem dajemy sobie piękną okazję aby zauważyć, że to wewnątrz nas tlą się zadatki na głównego bohatera każdej powieści i zawsze mamy wszystko, czego potrzebujemy, aby doświadczyć pełni swojego potencjału. Zawsze mamy wybór, aby wcielić się we wrażliwego i spokojnego duchem czarodzieja, który niczego się nie lęka. Zawsze mamy wybór, aby zachować się rycersko i z klasą. Zawsze mamy wybór, aby działać dojrzale i wyrozumiale. Ten wybór nigdy nas nie opuszcza i jest dostępny w każdej sekundzie naszego życia. Ci, którzy wykażą się odwagą i po niego sięgną, będą doświadczać cudów, które skrywa. Jeśli zależy nam na tym, aby wsiąść rano do samochodu, który zawiezie nas do miejsca, w którym rozwijamy swoje pasje i namiętności, wtedy cała podróż staje się ekscytującą przygodą. Kiedy podążamy za sygnałami serca wtedy cały Wszechświat robi co w jego mocy, aby w najłatwiejszy i najmniej wysiłkowy sposób przybliżyć nas do upragnionego doświadczenia. W ten sam sposób, kiedy upieramy się przy swoich ograniczeniach i bezrefleksyjnie powielamy rutyny umysłu, nasza Kreacja da nam o tym znać frustrującymi doświadczeniami i manifestacjami pełnymi stresu i napięcia. W sytuacji, kiedy ufamy sygnałom serca i z determinacją suniemy po smukłych torach naszego autentyzmu, to niezależnie od tego czy podróżujemy prywatnym odrzutowcem, czy bosymi stopami po palących, skamieniałych nierównościach, nasze doświadczenie jest pięknym świętowaniem życia w Prawdzie, w zgodzie z naszymi naturalnymi aspiracjami. Kiedy stawiamy na siebie i gramy all-in, kiedy decydujemy się pracować nad swoimi talentami, a każde wyzwanie traktujemy jak szansę wzrostu, wtedy nasza Kreacja dba o to, abyśmy otrzymywali idealne warunki do stałego, zbalansowanego na wszystkich płaszczyznach rozwoju i lepszego poznawania naszego ulubionego hobby, zajęcia czy aktywności.

Nic nie może równać się z otwartą i pełną zrozumienia komunikacją, w której swobodnie wyrażane ekspresje stają się zaproszeniem do odwiedzenia i eksploracji swoich indywidualnych, subiektywnych światów. Szczerość doprawiona wrażliwością jest świętym portalem, który umożliwia poznanie siebie przez zaglądnięcie do serc innych. Pozostając autentycznym zawsze i nie ograniczając swoich ekspresji filtrami separacji, z łatwością przyciągamy do siebie istoty, które chętnie oferują coraz ciekawsze modele tworzenia relacji i współżyć. Przyciągamy istoty, które również największą uciechę i radość odnajdują w połączeniu i unifikacji z innymi. Zapewnienie komuś odpowiedniej przestrzeni do tego, aby mógł wylać swoje wątpliwości, zobrazować frustracje i nakreślić lęki to najczystsza forma przebaczenia, dziękczynienia i radosnej celebracji wspólnie przeżywanej chwili. Pozwalając ludziom ukazać dosadnie ich arogancję zmanifestowaną przez ból, frustrację lub niepokój, samodzielnie odnajdujemy jedynie więcej spokoju i bezwarunkowej Obecności jako Jaźń Świadoma. Udostępniając przestrzeń w której agresja, lęk i obawa mogą być zintegrowane i scalone z Pełną Jaźnią w bieżącym doświadczeniu, (równocześnie nie oceniając i nie mierząc tych ekspresji jako nieodpowiednie lub wymagające zmian), stajemy się ostoją ciepła i przyzwalającej wyrozumiałości. Upowszechniamy w ten sposób platformę do lepszego rozumienia i jednoczenia skłóconych do tej pory ze sobą wibracji, odnalezienia ich podobieństw i cech wspólnych. Otwierając się na innych zdajemy sobie sprawę, że wszyscy przechodzimy przez bardzo podobne doświadczenia, ponieważ przeżywamy bardzo podobne lęki. Detale fizycznie zmaterializowanego świata różnią się nieznacznie przybierając inne formy i kolory ale ich podłoże energetyczne często jest bliźniacze naszemu. Fundamentami naszych zmartwień i frustracji są bowiem te same czynniki. Ufając sobie nawzajem dostrzegamy, że byliśmy popychani do negowania swoich subiektywnych racji ze względu na te same ograniczone orientacje umysłu. Kiedy im odpuścimy, odnajdujemy piękno w każdej z nich i zaczynamy dostrzegać atrakcyjną wartość w Prawdach innych ludzi.

Relacja, tak jak każdy kij, ma dwa końce. Jest wymianą informacji pomiędzy dwoma lub większą ilością istot. Aby zauważyć w niej symbiotyczną jakość, nie możemy traktować jej jak wypadkową strat i sukcesów osiągniętych przez wykorzystywanie drugiej osoby jako obiektu zaspokajającego nasze potrzeby. Aby tworzyć relacje oparte na równości, szacunku i tolerancji, musimy w pierwszej kolejności zwrócić się ku naszym odczuciom wynikłym w trakcie każdej kolejnej interakcji i troszczyć się o ich zabarwienie energetyczne. Za każdym razem wracamy więc do źródła w swoim sercu. Za każdym razem, kiedy pojawia się jakaś frustracja pamiętamy, że jej czynnikiem sprawczym nie są inni ludzie, ani sposób w jaki odbierają naszą ekspresję, ale to, w jaki sposób my definiujemy zarówno tych ludzi jak i naszą rolę w tej koegzystencji. Nurkując w głąb swoich mentalnych blokad i murów dualności, rozbieramy swe ograniczenia cegiełka po cegiełce, aż w końcu stajemy się całkowicie pozbawieni jakichkolwiek oczekiwań co do swojej fizycznie zmanifestowanej projekcji. Stajemy się odporni na ból i cierpienie, ponieważ nie tworzymy już dłużej powodów, które mogłyby nam to cierpienie przysparzać. Zgadzamy się z każdą napotkaną perspektywą i akceptujemy ją jak kolejną unikalną ekspresję Twórcy Nieskończonego. Pozostajemy równocześnie niezależni w swojej Prawdzie i w tym, co chcemy sami wcielać w życie oraz jakim wartościom pragniemy ufać. Modelujemy w ten sposób swój stan bycia, podlewamy swoje energetyczne centrum. Wygładzamy biegunowe deformacje i zniekształcenia umysłu. Jako zdrowy owoc naszych nowych koncentracji budujemy poczucie solidnego sensu Istnienia, swojej roli opartej na pasji i łatwości patrzenia oraz wskrzeszamy niezachwiane poczucie bezpieczeństwa.