Spektakl Przemijania

W swojej prymarnej postaci – nieuosobionej Świadomości – każda istota jest całkowicie wolnym, niezależnie funkcjonującym komponentem, niepowtarzalnym organizmem żywym współtworzącym całość Stworzenia. W polu Egzystencji, wszystkie poszczególne ekspresje tego Stworzenia (wróble, chmury, wyobrażenia przyszłości, płatki śniegu, ludzie, prądy morskie, myśli, ciała niebieskie…) mogą doświadczać siebie jako pozornie odrębnych bytów jedynie dzięki wytyczeniu granicy pomiędzy poczuciem „Ja” – przybranej na chwilę tożsamości – oraz wrażeniem odrębności od reszty Stworzenia (innych wróbli, innych ludzi, innych myśli, innych ciał niebieskich). Inkarnując w fizyczne doświadczenie na Planecie Ziemia w tym niezwykłym dla niej czasie, decydujemy się zapomnieć na chwilę o swoim stałym połączeniu z całością Kreacji. To trochę tak, jakby Bóg dostrzegł możliwość zapomnienia o tym, że jest Bogiem i zdecydował się osobiście wziąć udział w takim kuriozalnym eksperymencie. Rodzimy się bowiem czyści, nadzy i niewinni. Rodzimy się w całkowitym zestrojeniu z sensem nieprzerwanej, wiecznie pulsującej Egzystencji. Rodzimy się bez domieszek arogancji budowanej później na konceptach podzielenia. W okresie niemowlęcym i wczesnego dzieciństwa, wchłaniając kolejne uwarunkowania i ograniczenia Umysłu, zaczynamy zapominać, że na podstawowym, energetycznym poziomie Istnienia jesteśmy wszystkimi wróblami, wszystkimi myślami, wszystkimi możliwymi konstelacjami gwiezdnymi i wszelkimi stworzeniami zamieszkującymi ich bezkresne obszary. Zapominamy, że odwiedziny w naszym ciele będą trwały jedynie przez chwilę. Zapominamy, że Twórca-Absolut tworzy swe dzieci na swoje podobieństwo i każde z nich ma w sobie pierwiastek nieskończoności. Zapominamy, że każda żywa forma jest fraktalną wersją Twórcy-Absolutu, uosabiającą przez moment określone cechy, charakterystyki i jakości. Każda forma tworzy dla siebie potencjał odkrywania Kreacji z punktu widzenia „Ja”, dla niczego więcej, jak prostej sposobności doświadczenia i wyrażenia się w nowym, niepoznanym do tej pory stylu. W czasie niemowlęcym zaczyna się więc w nas tworzyć tożsamość „Ja” zbudowana na pamięci, pragnieniach, oczekiwaniach, założeniach konceptualnych, definicjach przyswojonych z zewnątrz. Ponieważ po jakimś czasie nie pamiętamy już dłużej o tym, że w swojej esencjonalnej postaci (czystej Świadomości) nie posiadamy żadnych cech, żadnych stałych właściwości ani kształtów, nasza późniejsza ziemska wędrówka staje się mozolną próbą ustalenia tego, które z tych chwilowych, przelotnie doświadczalnych form są właściwsze, bliższe lub prawdziwsze Stwórcy.

Prawdą jest, że wszystkie formy są równie ważne i potrzebne co piękne i wyjątkowe. Są one jednak tylko mirażowym obrazem boskości, nie samym Bogiem. Sam Absolut nie może zostać bowiem zobaczony, nazwany, ujęty w definicję, wpisany w konkretne kształty lub jakości. My jednak często nie dostrzegamy już tej ewentualności. Bardzo wcześnie (już w okresie niemowlęcym) zaczynamy odgradzać i odsuwać się od części z poznawanych form. Zaczynamy je oceniać jako nieadekwatne, niewłaściwe, nieboskie. W pierwszej kolejności odpychamy od siebie te zjawiska i tych ludzi, których definiujemy jako zbędne, niekorzystne, błędne lub trudne w akceptacji. Dzieje się tak, ponieważ nieświadomie poddajemy się programowaniu masowej kultury, która jest ukierunkowana na osiąganie krótkowzrocznych sukcesów, pływanie w luksusach i komforcie leniwego życia. Bardzo wcześnie wgrywamy w swój system neurologiczny program zorientowany na rywalizację, skłonność do konkurowania z innymi i wypracowywania zysku materialnego na sztucznych, nieautentycznych wizerunkach. Codziennie, z kanciastych odbiorników wchłaniamy nisko wibracyjne przekazy i informacje pełne groźno brzmiącego szumu. Spożywamy szybko przygotowane, mało odżywcze pokarmy, przez co osłabiamy nasze energetyczne i fizyczne ciało. Chowamy się za maską wszystko-zawsze-u-mnie-jest-wporządku-więc-zostaw-mnie-lepiej-w-spokoju, przez co upośledzamy naszą emocjonalną sferę domagającą się większej atencji z zewnątrz – cudzej uwagi, cudzego dotyku, cudzego wysłuchania i docenienia. Lwią część energii ładujemy w pospieszny i niedbały rozwój swojego intelektualnego ciała. Edukujemy się w sposób zwykle teoretyczny, pomijając praktyczne zastosowanie nabytej wiedzy. Wczesne szkolnictwo ukierunkowane na powielanie teorii z przeszłości nie zostawia wiele miejsce na kreatywność, umiejętność samodzielnego rozwiązywania problemów i radzenia sobie z wyzwaniami. Obecna edukacja nie buduje w nas poczucia sensu, chęci i entuzjazmu. Jest raczej traktowana jak przykry obowiązek, jak przymusowe zadanie do wykonania, które trzeba odbębnić, aby przetrwać kolejny dzień bez surowej kary wymierzonej przez silniejszych od nas. Ten przykry obowiązek przenosimy później na naszą sferę zawodową, w której jeszcze dotkliwiej tłamsimy swój potencjał. Pracując w sposób, który nie daje nam satysfakcji, jeszcze bardziej złościmy naszego wewnętrznego Geniusza. Przez nierozwijanie swoich zainteresowań, zaczynamy powoli umierać. Ostatecznie generujemy w sobie choroby autoimmunologiczne lub poważne schorzenia nowotworowe. Sami stwarzamy sobie piekło na Ziemi przez potulne przytakiwanie razem z tłumem i godzenie się na swój uciążliwy ból egzystencjalny. Każdego dnia karmimy go papką znajomej beznadziejności i brakiem odwagi na wystąpienie z szeregu i zrezygnowanie z tej nierównej gry. Wiele czasu spędzamy na przesiąkaniu informacjami z gazet, radia i dzienników telewizyjnych, które karmią nasze wątpliwości i obawy. Sporą część energii musimy wykorzystać potem na przetrawienie tych pełnych niepokoju informacji, które osiadają w organach naszych ciał fizycznych. Równie wiele napięcia generuje nieustanne magazynowanie tych stresujących danych w szufladach niespokojnego Umysłu. Zapominamy w ten sposób o pielęgnacji i higienie fizycznego, emocjonalnego i energetycznego aspektu Istnienia. Zwyczajnie zaczyna brakować nam energii na inne rzeczy. Zapominamy o tym, aby w pierwszej kolejności pokochać siebie i docenić samo uczucie bycia żywym. Docenić poczucie bycia żywym, świadomym i stale ewoluującym instrumentem posiadającym zdolności obserwacyjne. To, co jest osiągalne z połączenia czterech stref naszego układu percepcyjnego, my staramy się uzyskać używając jedynie jednego – mentalnego. I to jest właśnie nasza zguba – obciążanie naszego biednego, wycieńczonego Umysłu, który wcale nie musi być tak silnie angażowany w nasze codzienne życie. 

Nasz Umysł jest bardzo potrzebnym narzędziem, ale jego rola kończy się na odbieraniu elektrycznych sygnałów pochodzących z zewnętrznej rzeczywistości. Jest anteną, która rejestruje i interpretuje obraz świata. Rejestruje obraz, który jest przyswajany fizycznie, tłumaczony za pomocą receptorów zmysłowych i rozumiany na poziomie energetycznym w polu naszej Świadomości. To bardzo znacząca, ważna i konkretnie sprecyzowana rola. Nasz umysł nie jest już jednak w stanie wykonywać innych zadań, takich jak: przewidywanie przyszłości, klarowanie najlepszych wyborów, budowanie kręgosłupów moralnych i orzekanie sprawiedliwych osądów. Nie potrafi też w żaden inny sposób zarządzać naszą bieżącą percepcją. Od tego jest nasze Serce – nasz wewnętrzny przewodnik i kompas, który zawsze ukierunkowuje nas w stronę harmonii, pojednania i autentyczności. Ponieważ nadużywamy naszego Umysłu do celów, do których nie został zaprojektowany, obarczamy go poleceniami wykonania misji niemożliwych do zrealizowania. Tym sposobem dodajemy mu jedynie więcej filtrów w postaci kolejnych obwiniań, pretensji i żalu. Aby wyjść z pozycji ofiary, nasz Umysł tworzy wtedy reakcje obronne w postaci kapryśnych domniemań, katastroficznych wyobrażeń, cynicznych konkluzji i opinii, które atakują wybrane osoby, sytuacje lub zjawiska zewnętrzne. Tym samym utrudnia nam przejrzyste, jasne widzenie obrazu teraźniejszości. Komplikujemy swoje postrzeganie zatem (a tym samym swoje codzienne relacje), ponieważ żyjemy zaślepieni sztucznymi pomiarami Umysłu, który jedne formy ocenia lepiej lub gorzej od drugich. Uciskamy naszą percepcję i tłumimy moc kreatywności, ponieważ stale wartościujemy uczucia, myśli, potencjalne przyszłe lub przeszłe aktywności. Wartościujemy i porównujemy między sobą kolejne nawyki żywieniowe, rytuały, inicjacje, techniki rozwoju, stany zdrowia, sytuacje finansowe lub relacje partnerskie. Próbujemy być jak inni, próbujemy normalizować i ograniczać nasze sposoby wyrazu. Nie ufamy temu, że te ekspresje, które aktualnie zamieszkują naszą Istotę w Sercu, są najlepsze z możliwych. Co więcej, że są najpiękniejsze i najbardziej inspirujące dla innych. Nie ufamy temu, że uczucia, które w nas drzemią są właśnie tymi, które są warte zaprezentowania innym. Ujmując krótko – nie ufamy sobie. Nie ufamy temu, że warto być autentycznym. Żyjąc w realiach zapomnienia i zahipnotyzowania Umysłem, oddalamy się coraz bardziej od samych siebie. W omamieniu Umysłem, szukamy sposobu na najtrafniejsze wyrażenie Absolutu, zapominając równocześnie, że w oczach Nieskończoności każda ekspresja jest niepowtarzalna, piękna i właściwa – zawsze połączona z całym Wszechstworzeniem. Gra w szukanie czegoś lepszego od tego, kim jesteśmy Teraz prowadzi nas ostatecznie zawsze do punktu wyjścia – roztargnienia i braku zgody na to, co jest obecne w naszym ciele, umyśle oraz całym życiu przejawionym fizycznie.

Przybierając maskę niedojrzałego, wiecznie niezadowolonego Ego zapominamy, że jesteśmy Wszystkim, co Istnieje. Przywiązanie do Ego to szkodliwa i zgubna eksploatacja naszego nieograniczonego potencjału. To traktowanie życia jak przemysłu, to odwrócenie się plecami do naszej organicznej, zgodnej z prawami natury Jaźni. Kiedy bezwiednie zawierzymy przesłankom Umysłu, wtedy jedyne, do czego przywiązujemy poczucie swojej tożsamości, to obręb myśli, uczuć, pamięci, pochodzących z wrażeń empirycznych jednego ciała. Tego ciała, w którym budzimy się każdego ranka i tego samego, któremu pozwalamy zasnąć, kiedy powieki zaczynają nam ciążyć. Ponieważ traktujemy swoje ciało jako niepełny twór, nie dostrzegamy jego stałego połączenia ze wszystkimi innymi formami doświadczalnej rzeczywistości. Zaakceptowanie w pełni aspektu przemijania, pozwala nam jednak spojrzeć na nasze ciało nieco inaczej. Pozwala nam spojrzeć na ciało jak na świątynię, w której żyje boska, wiecznie przeobrażająca się Inteligencja. Razem ze zrozumieniem, że odczucia ciała są płynnymi przejawami, które swobodnie manifestują się w polu bezosobowej Świadomości, zauważamy, że nie należą one do nikogo na stałe. Są ulotnymi cudami, które przychodzą i odchodzą. Pozwalają nam powąchać kwiat i zaznajomić się z teksturą jego płatków, po to żeby za chwilę oglądać jak płatki ulegają skurczeniu i opadnięciu na ziemię. Odczucia pozwalają doświadczyć gniewu, oburzenia i nadchodzących po nich spokoju i wyrozumiałości. Pozwalają zaznajomić się z odczuciem utraty bliskiej osoby lub przeżycie zapoznania się z kimś kompletnie nowym. Odczucia pozwalają nam poznać uroki takich jakości jak wytrwałość, cierpliwość, opanowanie lub histeria, panika, depresja. Odczucia empiryczne pozwalają nam poznać powab wdychanego powietrza. Przybliżają nam smak rodzynek, mleka kokosowego i łuskanych orzechów. Pozwalają odwzajemnić czuły dotyk lub zaprosić kogoś spojrzeniem do tańca. Same odczucia, które następują jedno za drugim, nie czują się fatygą lub uciążliwością dla nikogo. Są zaproszeniem do oglądnięcia zastałej rzeczywistości z innej, nowej perspektywy. Nie są ani dobre ani złe. Są częścią ruchomego życia, które rozkwita i więdnie naprzemiennie. Problem u ludzi pojawia się w momencie, kiedy z przemijającego doświadczenia lub odczucia w ciele próbują stworzyć swój sposób na życie, plan albo strategię działania w czasie. Kłopotliwe staje się każde uczucie, każda wizja lub doznanie cielesne, od którego zaczynamy się uzależniać. Przykrość powoduje traktowanie wybranych wyrazów Jaźni, jak właściwsze ekspresje od innych. Jak jedyne słuszne role, które chcemy prezentować światu do końca życia. Cierpimy zatem wtedy, kiedy gonimy za tym, co nieubłaganie przemija. Cierpimy wtedy, kiedy staramy się chwytać chmur, których naturą jest rozpłynąć się po pewnym czasie w przestrzeni.

U podłoża ludzkiej niedoli leży brak akceptacji aspektu przemijania. Nasz ból egzystencjalny jest efektem mierzenia swoich doświadczeń i odczuć wedle ograniczonych skal zaproponowanych przez nasz Umysł. Program mentalny zbudowany na systemie wierzeń domagający się ciągłych usprawnień, udoskonaleń i korekt. Nasze cierpienie spowodowane jest również chęcią ucieczki od śmierci, ucieczki od zmiany, ucieczki od Nieznanego. Nasze problemy i konflikty życiowe pojawiają się w momencie, kiedy staramy się utwierdzić w przekonaniu, że pewne odczucia lub doznania są właściwsze i bardziej potrzebne niż inne. Przez podtrzymywanie tego założenia rodzi się w nas pragnienie stałego powielania konkretnego działania, stanu bycia, uczucia lub roli. Przez nadmierne utożsamienie się z konkretnym doznaniem (zmysłowym, mentalnym lub emocjonalnym), szybko stajemy się jego niewolnikiem. W ten właśnie sposób przywłaszczamy sobie emocje, pragnienia, osądy i traktujemy je, jak swoją własność. Jak coś, co tworzy nasze poczucie „Ja”, jak coś bez czego nie możemy się obejść. Obawiamy się, że razem z utratą tych poszczególnych jakości, utracimy również poczucie siebie. A wtedy… znikniemy, przeminiemy razem z nimi. Obawiamy się, że zostaniemy niezauważeni, niedocenieni, nienagrodzeni za swoje wysiłki i odejdziemy w zapomnienie. Obawiamy się, że odejdziemy w niepamięć jak wspomniane chmury, za którymi tak niestrudzenie gonimy. Wszystkie działania i decyzje podejmowane z trudem, z intencją utrzymania konkretnych stanów, uczuć, myśli, doświadczeń, doznać zmysłowych lub wizerunków jest głównym powodem większości naszych konfliktów życiowych. Aby prowadzić radosne życie, nie trzeba negować swojej identyfikacji z ciałem lub starać się z niego całkowicie zrezygnować. Nie trzeba również starać się go porzucać, ani kurczowo trzymać się go uparcie. Wrażenie posiadania konkretnej tożsamości pozwala nam na dostrzeganie płynności kolejno wykonywanych kroków. Umożliwia zrozumiałą przyswajalność zachodzących procesów, których jesteśmy czynnymi uczestnikami. Nie trzeba osądzać tego poczucia jako coś, co powinno zostać wyparte, zamienione na inne lub w zupełności zignorowane. To właśnie w odczuciu wiecznie żywej Egzystencji, która przybiera różnorodne formy kłębi się geniusz Twórcy. Doświadczenie opuszczenia identyfikacji z ciałem jest zjawiskiem, które pozwalamy sobie doświadczyć jako Świadomość. Zachodzi ono wtedy, kiedy jesteśmy na nie gotowi. Kiedy jesteśmy wystarczająco dojrzali w swojej transparentności, rozpuszczenie poczucia podzielenia następuje całkowicie bezwysiłkowo i naturalnie. Nie należy zabiegać o to doświadczenie przedwcześnie, ponaglać go lub odwrotnie, odpychać od siebie, kiedy czujemy, że nasza Dusza chce rozprostować już swoje skrzydła.

Dobrze jest ufać, że wszystkie kolejne formy, które mamy okazję eksplorować, są tymi, które dadzą nam najwięcej pożytku, wewnętrznego wglądu i samouświadomienia w momencie teraźniejszym. Dążenie do wyzwolenia z pułapek Ego nie polega na porzuceniu poczucia siebie, jako organizmu żywego i czującego. Wzniesienie się ponad iluzję podzielenia i stałej identyfikacji z ciałem, jest w pierwszej kolejności całkowitym zaakceptowaniem wszystkich elementów budujących to ciało oraz tę identyfikację. Przebywanie w stanie całkowitego Przyzwolenia nie polega na próbach rezygnacji ze swojego człowieczeństwa i wszystkiego, co to człowieczeństwo oferuje. Błogość chwili obecnej odnajdujemy w akceptacji pełni swojego jestestwa, ze wszystkimi jego niuansami. Wielu ludzi cierpi ze względu na brak pogodzenia się ze swoją ludzką, ograniczoną, przemijającą naturą. Przewrotnie, to właśnie szczere pojednanie się z każdą swoją jakością i cechą nadaną, przybliża nas do uświadomienia sobie swojej wiecznej, niepodzielnej Istoty. Zrozumienie i zaakceptowanie swoich ograniczeń otwiera nas na odkrywanie życia w zupełnie nowy sposób. Zaczynamy tworzyć relację ze środowiskiem, która nie wymaga od niego niczego, a jedynie odkrywa jego wariacje i odmiany. Akceptując siebie w pełni, jako Wieczna Świadomość zaczynamy eksplorować krainę poznania empirycznego bez potrzeby osiągania czegoś specjalnego. Wcielamy się w rozmaite role, postacie i charaktery, traktując wszystkie z nich jak unikalną formę ekspresji energii Światła i Miłości. Jednocześnie nie utożsamiamy się z każdą kolejną zmianą, a dzięki temu każdą obserwowaną metamorfozę traktujemy jak sposobność do odkrycia w sobie nowych możliwości.

Nasze błądzenie po omacku nie jest zatem spowodowane doświadczaniem swojej osobowości – Jaźni o charakterystycznych cechach i jakościach. Poczucie odrębności i przynależności do jednego ciała, umysłu i ducha jest bardzo wartościowym przeżyciem i cennym doświadczeniem. Dzięki niemu wiemy, że samolot to samolot, pomidor to pomidor, a Matylda to Matylda. Uzgodniliśmy używać nazw w celu lepszej orientacji wśród eksplorowanych form. Nie ma w tym nic złego. Co stwarza nasze problemy i nieporozumienia to brak zrozumienia, że każdy samolot, każdy pomidor i każda Matylda jest stale ewoluującym tworem – jest Świadomością subiektywnie tworzonej wizji, która nieprzerwanie zmienia swoje oblicze. Wszystko się porusza i przeistacza – żadna Matylda nie jest tą samą osobą po wzięciu kolejnego wdechu. Żaden samolot nie jest tym samym obiektem po wylądowaniu na lotnisku i przetarciu swoich kół o betonowy dywan pasa lotniczego. Żaden pomidor nie jest tym samym warzywem po zaczerpnięciu kolejnej dawki promieni Słońca. Zmieniamy się na poziomie fizycznym. Równocześnie zmieniamy się na poziomie mentalnym, energetycznym oraz emocjonalnym. Zawieszając sobie lub komuś innemu na szyji konkretną etykietkę, nie dajemy sobie możliwości zobaczyć siebie lub tej osoby w innym świetle. Nie jesteśmy w stanie wyjść poza restrykcje, o których mówi wybrana etykietka. W ten właśnie sposób ograniczamy naszą percepcję do jednego sposobu widzenia. Zakładając ciasny, niewygodny filtr podzielenia, oceny i żelaznej definicji bazującej na przeszłych prezencjach, blokujemy się przed poznaniem świeżych wersji tej samej osoby lub zjawiska, które widzimy w doświadczeniu bieżącym. Umysł uwielbia natychmiastowo definiować wszystkie doświadczalne fenomeny, systematyzować je i ustawiać w odpowiednim miejscu hierarchicznie skonstruowanej piramidy wartości. Umysł syci się stwarzaniem pozornych wyobrażeń permanencji i trwałości poszczególnych form. W rzeczywistości jednak wszystko jest w stałym procesie przeobrażenia. Dlatego zarówno sobie, innym ludziom jak i wszelkim pozostałym stworzeniom, warto pozwolić na zmiany, których pragną doświadczyć. Warto dostrzegać zmiany, które wydarzają się samoistnie, dla nas. Dzięki temu prostemu zabiegowi przyzwolenia, wyswobadzamy się z bardzo uciążliwych przekonań, których trzymaliśmy się kurczowo do tej pory. Porzucając osądy i negatywne opisy świata i ludzi, stwarzamy sobie piękną okazję do dostrzeżenia piękna wszędzie tam, gdzie wcześniej go nie widzieliśmy. Traktując ludzi jako skończonych, niezmiennych, szczegółowo określonych i sztywno zdefiniowanych, nie dajemy im możliwości wzrostu i zaskoczenia nas czymś niezwykłym i ujmującym. Zdarza się, że całe życie męczymy się z jedną, utartą wersją partnera biznesowego, rodzica, tą samą, męczącą wersją ucznia lub kochanka… Przez wzgląd na jakieś wydarzenie z przeszłości, które popchnęło nas do niepobłażliwej oceny wybranej osoby, ta etykietka wisi na niej stale. Aby dać sobie szansę na przyciągnięcie do swojego życia bardziej kompatybilnej nam wersji partnera, rodzica lub ucznia, najpierw to my musimy zdecydować odpuścić temu przeszłemu osądowi bądź negatywnemu wierzeniu ukierunkowanemu na daną osobę lub zjawisko. Kiedy pozbędziemy się maniery zawierzania marudzącemu i narzekającemu Umysłowi w każdej jego kolejnej odsłonie, otwiera się przed nami paleta nowych możliwości interpretacyjnych pochodzących ze sfery uczuciowej i energetycznej (intuicyjnej).

Warto używać naszego umysłu do odbierania i konwersji sygnałów pochodzących ze świata (ponieważ to jest jego nadrzędną funkcją), ale do niczego więcej. O ile w sposób perfekcyjny potrafi zaskoczyć nas nową myślą, pomysłem, interpretacją, o tyle nie jest już skuteczny na przykład w budowaniu silnego poczucia stabilności, odwagi, pewności siebie. Bezbłędnie radzi sobie z przekształceniem odbieranej wibracji świata zewnętrznego na subiektywne wrażenie natury czysto zmysłowej. Bez trudu przetwarza energię i prezentuje impresje zapachu, uczucia dotyku lub wrażenia zmiany barwy lub tonu dźwięku. O ile Umysł sprawdza się w polu odbierania i tłumaczenia energii żyjącej wokół nas, o tyle nie nadaje się on już zupełnie do odnajdywania odpowiedzi na egzystencjalne pytania. Nie pomoże nam w eksploracji pytań takich jak: Kim jestem? Czego chcę? Co mnie uszczęśliwia? Co mam wybrać Teraz? Głębię tych pytań warto eksplorować w przestrzeniach wszystkich czterech warstw swojej Istoty – pozwolić sobie dostrzec wielki potencjał eksploracyjny i twórczy w swojej strefie emocjonalnej, fizycznej i energetycznej, które to sfery kryją równie potrzebne i atrakcyjne odpowiedzi na powyższe pytania. Jeśli wykorzystywany do celów do których został stworzony, Umysł w połączeniu ze sferą uczuć, sferą ciała fizycznego i pola energetycznego otaczającego nasze ciało, tworzy cudowny instrument badawczy. Tworzy inteligentny i wrażliwy aparat, który może zostać świadomie wykorzystany przez każdą Jaźń do odnajdywania radości i spełnienia w każdej kolejnej, przemijającej swobodnie manifestacji. Manifestacji, która dodaje nową, inspirującą perspektywę widzenia i pozwala lepiej rozumieć sens i wartość Istnienia.