Obecność

Moja podróż to odkrywanie siebie. Teraz przepełnia mnie obecność. To w niej dostrzegam swoje możliwości, dzięki niej widzę swoje ograniczenia. W obecności nasłuchuję natężenia szeptów w ścianach, w obecności nierzadko rozmawiam z ciszą wśród drzew. W obecności pojawiają się wrażenia zmysłowe, dotknięcia, zranienia, błogość głębokiego oddechu na wierzchołku góry albo przełknięta nerwowo ślina przed rozmową kwalifikacyjną do nowej pracy. Będąc obecnym przyswajam świeżą informację o biodegradowalnym plastiku, który rozpuszcza się w wodzie jak cukier, będąc obecnym oswajam kuszący wzrok dziewczyny, która prosi mnie o zrzucenie ostatniej warstwy ubrania. W obecności więc jęczę z rozkoszy, w obecności również kulę się w kłębek żalu, gniewu i bezradności. Kiedy nie starcza mi odwagi na bycie całkowicie autentycznym, w obecności dostrzegam swoje popędy do tworzenia egoistycznych wizerunków. W obecności pozwalam im również swobodnie przepłynąć bez tarcia, kiedy akceptacją otulam swoje słabości. W obecności otwieram się na ludzi będąc kruchym, wrażliwym i bezbronnym jak trzylatek, w obecności też wstydzę się swojej naturalności i buduję wysokie mury obronne w postaci skrępowania i ucieczki w prześmiewczy żart albo agresję skierowaną na zewnątrz. W obecności tworzę z pasją genialne arcydzieła, które poruszają i inspirują masy, w obecności robię sobie na złość plując mechanicznie pod wiatr. W obecności odczuwam swój cały świat stworzony. To w Obecności jestem uważny tego, czym jestem. Tylko dzięki obecności jestem w stanie dokładnie obserwować, poznawać i rozumieć kolejne właściwości tkanki światła. Tkanki, której tutaj używam, żeby wyrażać się w przestrzeni z łatwością.

Kiedy okoliczności życiowe wytrącają mnie z równowagi, cofam się o krok w tył i pozwalam wylądować sobie na miękkich poduszkach Obecności. Obserwuję wtedy z jej poziomu swoje mechaniczne, bazujące na strachu reakcje obronne. Złość, żal, oczekiwanie lub wątpliwość zostają wtedy łatwo wykryte na radarze czujnej Świadomości – jeśli zaakceptowane w pełni, automatycznie zostają zjednoczone z Pełną Jaźnią, wchłonięte do pola bezwarunkowej świadomości, która przyjmuje wszystko i niczego nie odrzuca. W momencie kiedy zaprzestanę walki i odpuszczę sobie próby zmiany swojego stanu bycia (niezależnie od tego, czy jest to przygnębienie czy radość), zauważam, że każda z tych ekspresji emocjonalności jest jedynie narzędziem dla mnie do uświadomienia sobie, że jestem czymś co obejmuje je wszystkie – jestem transparentną Świadomością, która przenika wszystko i pozwala na zaistnienie doświadczeń z obu krańców naszej emocjonalnej skali. Nic nie jest w stanie mnie zniszczyć albo zepsuć, podobnie jak nic nie jest w stanie mnie ulepszyć lub udoskonalić. Jako Obecność po prostu jestem Teraz i doceniam ból na równi z radością. Eksploruję chorobę i wyjście z niej jako ciekawą możliwość a nie przymus czy konieczność. Eksploruję kolejną zapisaną kartkę w notatniku jako wolną ekspresję pochodzącą z serca a nie zadanie do wykonania, które mi coś zapewni w przyszłości. Eksploruję zamknięcie powiek, otworzenie drzwi, odkrywam kolejne tajemnice Nieznanego, magię ulotnych chwil, które nigdy nie są takie same.

Umysł w pierwszej kolejności osądza i ocenia zjawisko, mierzy je wedle swoich skal wartości, kategoryzuje opisem i doszukuje się w nim własnych korzyści – ostatecznie ustawia w odpowiednim miejscu swoich kolejnych porażek, o których nie warto wspominać lub osiągnięć, którymi warto się szczycić. Umysł logiczny jest uwarunkowany do ciągłego wybiegania w przyszłość lub przeszłość używając pamięci i pełnych nadziei oczekiwań – przez to traci połączenie z uważnością w chwili obecnej. Umysł logiczny bazuje na kreowaniu swojego wizerunku używając przyszłości jako celu i przeszłości jako prowodyra działań teraźniejszych. Dla uważnej świadomości jednak przeszłość i przyszłość nie jest pamiętana a doświadczana. W Obecności ani przeszłość ani przyszłość nie są powodami kolejnych wyborów. Są formami, które można obserwować, są zaklęciami, których nie trzeba wypowiadać na głos. Kiedy to odkrycie (odnalezienie się jako Obecności, czystego Istnienia) zostaje przez nas zainaugurowane i konsekwentnie wdrażane w naszą codzienność, zaczynamy powoli dostrzegać w sobie nieograniczonego Twórcę. W Obecności wychodzimy z roli ofiary przypadkowego, złośliwego losu, z którym trzeba się zmierzyć, a wskakujemy w buty Twórcy, który kształtuje relację ze swoim światem z każdym kolejnym oddechem. Kiedy pozwalamy sobie na to, aby być nieoceniającym i szczerym w każdym momencie swojego życia, wtedy naturalnie zaczynamy odklejać się od tej sztucznej biegunowej skali, na której rzeczy są dobre lub złe, właściwe i niewłaściwe, piękne i brzydkie, moralnie usprawiedliwione i kulturowo zakazane. W momencie kiedy przestajemy nadawać wiarygodność tym sztucznym podziałom, skalom i poziomom ważności, w organiczny sposób, we właściwym dla siebie czasie przestajemy dostrzegać te iluzoryczne podzielenia – wychodzimy poza nie. Zaczynamy dostrzegać główną jakość rzeczywistości w jej spójności, jednolitości. Zauważamy, że nie musimy już dłużej podlegać interpretacjom bazującym na separacji, która do tej pory była jedynym znanym programem. Jesteśmy w stanie zacząć obsługiwać model życia, który nie warunkuje swojego stanu bycia zewnętrzną projekcją, a jedynie naszym wewnętrznym, wibracyjnym skupieniem w Teraz.

Zaczynamy zauważać dodatkowo, że bycie świadomym i przyzwalającym jest jedynym zadaniem dla zdrowej ekspansji naszego wnętrza. Nie musimy robić nic więcej. Nie musimy negocjować swoich wyborów. Nie musimy przygotowywać się na przyszłość – szczera prezentacja swojej prawdy w Teraz jest bezwysiłkowa i nie wymaga wcześniejszego przygotowania. Nie musimy wymyślać skomplikowanych procesów lub oddawać się zmyślnym rytuałom, aby zapobiegać niechcianym projekcjom. Nie musimy wreszcie odgradzać się od samych uczuć złości, wątpliwości czy smutku oceniając je jako niewłaściwe lub niepożądane. Nie musimy wykonywać żadnych ćwiczeń aby minimalizować cierpienie albo afirmować te projekcje, do których przykleiliśmy etykietki pożądanych, przyjemnych, komfortowych i właściwych. Jedyne co musimy zrobić, aby przekroczyć swoje ograniczenia to być obecnym i świadomym własnych przekonań, systemu wierzeń, być świadomym swoich prawd i interpretacji rzeczywistości. Być świadomym swoich energetycznych koncentracji i wyborów których dokonujemy na ich podłożu. Warto być równolegle świadomym tego, że zawsze możemy zacząć wybierać inaczej, niż dotychczas. Często bowiem posiadamy chęć zmiany stanowiska, przyjętych definicji lub przekonania, nie decydujemy się jednak na zmianę relacji ze swoim światem ze względu na silne przywiązanie do wizerunku jaki nam to przekonanie do tej pory zapewniało. Obawiamy się utracić swoją tożsamość, która została na tym konkretnym wzorze wyrzeźbiona. Lękamy się przekształcić swoją osobowość, w obawie przed tym, że zamiennik mógłby nam wyrządzić jeszcze więcej krzywdy lub nie zapewnić tyle samo radości. Skrucha i pokorne przyznanie, że chcielibyśmy coś w sobie zmienić sprawia nam właśnie największy problem. Najtrudniejsze dla egoistycznego umysłu jest wziąć odpowiedzialność za swoje doświadczenie w pełni i dostrzec, że to on sam siebie rani. Unikamy więc napadów paniki, unikamy konfrontacji z samotnością, unikamy szczerej rozmowy z ludźmi w których zainwestowaliśmy swój czas, z którymi stworzyliśmy przywiązanie emocjonalne, i których obawiamy się stracić. Unikamy ukazania ekspresji swoich słabości lub smutków ze strachu, że zostaną źle ocenione przez innych lub wyśmiane. Unikając siebie powielamy cykl ucieczki i pogrążamy się w swojej bezsilności.

Obecność przypomina mi, że mogę się czuć wytrącony z równowagi tylko w momencie, kiedy przyjmę jakiś standard opisujący czym ta równowaga miałaby być. Brak stabilności, opanowania czy zbalansowania można czuć jedynie wtedy, kiedy posługujemy się skalami definiującymi początek i koniec tego zbalansowania. Kreacja nie ma jednak początku ani końca, nie ma racji ważniejszej od innych, standardu, zdrowszego trybu życia, słuszności. Kreacja jest w każdej chwili inna, zrodzona od nowa z nicości, na zawsze subiektywna, na zawsze twoja. Zachowanie balansu i staranie by utrzymać się w jego ryzach jest wymysłem naszego ego, tej jaźni, która uważa się za oddzielny element, odłączony od reszty wyrazów Kreacji. Nasz fraktalny umysł używa pojęcia zbalansowania lub równowagi jako kolejnego celu, który powinien osiągnąć na drodze do szczęścia. Używa cyklu kolejnych ćwiczeń zaplanowanych w czasie i wysiłku do zaspokojenia swojego głodu aprobaty i szacunku z zewnątrz. Głodu pochodzącego bezpośrednio z niedowartościowania i braku miłości do samego siebie w pierwszej kolejności.

Obecność jest fundamentem istnienia ale nie jest nadrzędna. Nie jest czymś wcześniejszym, pierwotnym albo ważniejszym. Obecność zwyczajnie jest we wszystkim i nie prosi o dekorowanie jej zbędnymi egoistycznymi wizerunkami. Wszystko jest zbudowane z tej samej niedefiniowalnej tkanki Świadomości, stąd wszystko jest świadome, wszystko jest obecne i wszystko jest czujące. Arogancja ludzi uzurpuje sobie prawo do odczuwania na „wyższym poziomie” niż zwierzęta, rośliny, planety, kamienie lub gwiazdy tylko dlatego, że ludzkość straciła połączenie ze swoim centrum dowodzenia – subiektywną relacją ze swoją rzeczywistością. Wydaje nam się że chmura nie może być czująca, obecna i żywa, bo nie posiada układu nerwowego i mózgu, który tłumaczyłby dla niej obraz rzeczywistości. Wydaje nam się, że w kosmosie nie może zaistnieć życie, jeśli nie zostaną spełnione warunki atmosferyczne panujące na naszej planecie. Te ograniczone pomysły są zrodzone z naszego egoistycznego umysłu, który nie widzi możliwości istnienia na odmiennych częstotliwościach i odbierania bodźców ze świata na inne sposoby. Ego ogranicza się więc do dostrajania się jedynie do znanych mu skal i bazowania na dogmatach przeszłości, pusta świadomość z kolei jest otwarta na poznawanie nowych metod odczuwania i doświadczania. Wszechświat jest pełen życia: każda kropla wody, każda komórka i każdy jon to osobny, czujący i obecny Wszechświat eksplorujący swoje możliwości w nieskończoność.

Badam więc uważnie ukłucia czerwonych świateł rozmazanych na mokrych, ruchliwych skrzyżowaniach zakapturzonego miasta, eksploruję temperaturę miękko spienionego mleka na opuszkach moich wąskich warg. Tworzę relację z kożuchem na mleku, tworzę relację z powietrzem, które wdycham, tworzę relację z każdą manifestacją zaprezentowaną jako przedłużenie mojego energetycznego skupienia. Jestem obecny kiedy pływam w swoich wątpliwościach i jestem obecny swojej pewności siebie. W obecności pojawiają się pomysły na spędzanie czasu, w niej projektowane są sny, w niej odbierane są bodźce fizyczności: łzy, oczyszczające rozmowy o śmierci przy dogasającym ognisku i dzielona końcówka tytoniu we dwoje, albo furiackie szarpnięcia nożem i wyżeranie cudzego serca na oczach dziecka. Obecność jest fundamentem wszelkiego istnienia. Obecność sprawia, że egzystencja może być odczuwalna, przyswojona, zrozumiana, i żywa. Obecność jest tożsama ze świadomością, jest jest równoległa i wspólna. Obecność jest azylem, jest moją nową bezpieczną strefą panoramicznego oglądu, platformą z której podziwiam prostotę i ład swojej projekcji. Jest moim nowym domem, który noszę wszędzie ze sobą, dokładnie tak, jak żółw. Doceniona Obecność nadaje doświadczeniu nową jakość – jakość spokoju i zaangażowania w byciu niczym mniej i niczym więcej niż bezpośrednim doświadczeniem Teraz. Obecność, czyli ta zrelaksowana czujność, nienadwyrężone, luźne skupienie, które pozwala na przyjęcie pełnego obrazu tego, czym Kreacja do mnie krzyczy w danym momencie.