Obecność Poza Wahadłem Nastrojów

Kiedy ochoczo i odważnie zaczynasz wprowadzać w życie zmiany z poziomu intuicji i bezwarunkowego przyzwolenia, twoje codzienne życie może przez pewien czas przypominać trzęsienie ziemi. Zaufanie głosowi serca targającemu fundamentami twojego dotychczasowego rozumienia podporządkowanego umysłowi, może przyjąć formę bardzo intensywnych manifestacji fizycznych. Mogą wyglądać jak rujnowanie tego, co było z pieczołowitością do tej pory budowane. Dodatkowe turbulencje emocjonalne i rozbujane wahadła nastrojowe są wywoływane zmianą orientacji w sferze Świadomości, która adaptuje się do nowego poczucia „Ja Jestem”. W tym procesie Jaźń porzuca osobowe uprzedzenia i przywiązania. Równocześnie otwiera się na bezosobowy przepływ energii percypowanych doświadczeń. Czym wyżej wahadło emocjonalności sięga powodując dyskomfort i cierpienie, tym wyraźniejszy dostajemy sygnał, że nie musimy się z nim już dłużej utożsamiać. Dostajemy informację, że nie musimy przywłaszczać sobie konkretnej emocji jako swojej i nie musimy jej w żaden sposób kontrolować. Razem z bólem dostajemy cenną informację, że nie musimy odnosić się do zaistniałego doświadczenia jako do tego, które jest przyczyną tego bólu. Odnalezienie przyczyny cierpienia w swojej relacji z tym doświadczeniem i jego późniejszej interpretacji jest początkiem leczenia na poziomie energetycznym.

Bezosobowa forma eksplorowania kolejnych doświadczeń jest potencjałem dla każdej Jaźni. Jest on jednak całkowicie niezrozumiały dla umysłu. Nie jest on ukierunkowany na konkretny cel w przyszłości, dlatego ci, którzy czują silne utożsamienie ze swoją racjonalnością i logiką, mogą długo wzbraniać się przed rozpoczęciem swojego przeobrażenia. Ten potencjał nie jest bardzo atrakcyjny dla umysłu, ponieważ nie dąży do zwycięstwa, nie ubolewa nad pozornymi porażkami. Nie jest określony na zysk, nie stara się przewidywać przyszłości. Nie dąży do ujarzmienia doznań cielesnych bądź z drugiej strony, podjudzenia lub rozpalenia wybranych emocji wywołujących konkretne stany. Nowy sposób postrzegania to swobodny ogląd witalnych sił tworzących projekcję bieżącego doświadczenia i akceptacja ich obecnej postaci. To pozostawienie naszego kapryśnego wahadła w spokoju i przyglądanie się jak samoistnie zwalnia i zbliża się do centrum. Największe ukojenie daje swobodne oglądanie jak wahadło polarności zastyga w bezruchu i ugruntowuje się w nowym rozumieniu siebie. Świeżą energię do tworzenia innowacji, wprowadzania zmian w swoim życiu i realizowania marzeń, odkrywamy wtedy, kiedy w stałości ciszy wahadełko odnajduje na powrót swój naturalny ruch i jego tempo. Po zintegrowaniu nowej wersji siebie w stanie spoczynku, Jaźń odnajduje stabilny i opanowany rytm oraz kierunek nowego działania. Po pełnym ugruntowaniu się w polu Przyzwalającej Świadomości, ogląda harmonię bezwysiłkowego przepływu energii percypowanej przestrzeni oraz błogość w całkowitym poddaniu się siłom Natury.

Porzucając zuchwałe podziały i dualne perspektywy ego, otwieramy się na znacznie wnikliwszą obserwację rzeczywistości. Często prezentuje ona totalnie nowe sposoby życia. Pokazuje nowe metody nawiązywania interakcji z współwędrowcami dzielącymi konkretne etapy naszej drogi. Nowe postrzeganie siebie często prezentuje takie wyjścia, rozwiązania oraz alternatywne wybory, o których wcześniej nie śmielibyśmy nawet pomyśleć. I co najpiękniejsze – wszystkie te ruchy w oglądanej przestrzeni bieżącego doświadczenia przychodzą naturalnie, we właściwym dla siebie czasie i całkowicie niewymuszenie. Tak! Kiedy wchodzisz na ścieżkę serca, twój świat przewraca się do góry nogami, ale jest to całkowicie bezpieczny i zrozumiały proces. Drzewa co prawda nadal utrzymywane są przez korzenie w ziemi, a gałęzie pną się w kierunku nieba. Upuszczone piórko nadal spada zwiewnie w dół dzięki sile grawitacji, a ludzie nadal wymieniają się słowami, pieniędzmi, śliną. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda tak samo. Pod wierzchnią warstwą codziennych zdarzeń, zaczyna pączkować jednak zupełnie nowy sposób tworzenia relacji z przedstawionym obrazem rzeczywistości. Na pierwszy plan wysuwa się pielęgnacja swojego stanu bycia, dbanie o swoje samopoczucie, nastawienie, interpretację świata widzialnego. Zewnętrzny świat ruchomych obiektów, ludzi i doświadczeń kontynuuje swoje znajome widowisko zmian. Co się zaczyna diametralnie zmieniać w jego oglądzie natomiast, to twoja relacja tworzona z poszczególnymi zjawiskami. Kiedy zaufamy sobie wystarczająco, okazuje się, że moc do zmiany każdej możliwej relacji znajdujemy wgłębi swego serca, wgłębi duszy, wgłębi naszej niezniszczalnej, nieulegającej odkształceniom przestrzeni wiecznie pulsującej miłości.

Transcendencja ograniczeń staje się wtedy umiejętnością świadomego kierowania uwagi i poświęcania się jedynie tym aspektom życia, które wzbogacają poczucie Jedności, Porozumienia i Połączenia. Przestajesz być tak bardzo zaangażowany w niedojrzałe sprzeczki o rację lub mentalne gry emocjonalne. Odpuszczasz sobie tę nierówną walkę i idziesz do parku posłuchać szelestu liści. Nie czujesz zainteresowania w nabywaniu przedmiotów, które miałyby zaspokoić twoje chwilowe żądzę i pragnienia niespokojnego umysłu. Nagle wolisz porozciągać swoje ciało na trawie i posłuchać mokrych opowieści dobiegających od strony rzeki. Wrogów, od których nauczono cię trzymać się z daleka lub osądzać, zaczynasz traktować jak zagubionych sąsiadów łaknących twojej dobroci. Największych przeciwników i oponentów dostrzegasz jako najlepszych nauczycieli zarazem. Nie idziesz tam gdzie głośno i krzykliwie. Nagle nogi same prowadzą cię tam, gdzie miękkie i łagodne melodie kołyszą cię do snu wśród gwiazd i pląsających delikatnie iskier palonego drewna. Bałagan widzisz jak potencjał do wesołego sprzątania. Łzy jak najefektywniejszy sposób eksponowania swojej wrażliwości. Smutek jak potrzebnego kompana, który pomaga rozstać się ze starym i jednocześnie zwiastuje nadejście nowego. Kłótnie nie wymagają już dłużej twojego czynnego udziału, ponieważ nie musisz bronić swojego stanowiska lub namawiać innych do przyjęcia go. Przestajesz pożerać cudze myśli, opinie, ideologie które mieszają ci tylko w głowie. Zaczynasz gotować pyszne obiady samodzielnie, doprawiając posiłek szczerą autentycznością w wersji aldente. Nie pozwalasz już, aby cudze życie przyćmiewało twoje i spychało je na niewłaściwe tory. Teraz widzisz Twórcę w sobie. Widzisz, że serce to klucz, który otwiera temu Twórcy drzwi do ulubionego warsztatu.

Zanurzając się we własnym sercu po uszy, widzisz wyraźnie, że żadna z okoliczności życiowych nie wpływa na twój teraźniejszy stan bycia. Dostrzegasz, że to ty jesteś twórcą sposobu, w jaki zechcesz eksplorować bieżące doświadczenie. Zauważasz, że spektakl życia nie wymaga od ciebie obietnic i zobowiązań. Nie prosi o dostosowanie się do czyichś oczekiwań, spełniania czyichś zachcianek i wyrafinowanych fantazji. Miłość, o której uczono cię, że jest czymś, o co trzeba zabiegać, teraz zaczynasz odczuwać jak prostotę współdzielonej obecności nie warunkowanej konkretnym zachowaniem drugiej osoby. Miłość przestaje być uzupełnieniem twoich braków przez kogoś innego. Staje się radosną radiacją Bezwarunkowego Przyzwolenia wydobytego prosto z twego gorejącego serca. Staje się uczuciem słanym w kierunku każdej napotkanej istoty. Kroczenie ścieżką serca to zabawa w bratanie się z każdym napotkanym liściem, kamieniem i każdą odwiedzoną gwiazdą. To również rozkochiwanie się w sobie coraz czulej. To odnajdywanie siebie we wszystkim, co jest przyswajalne doświadczalnie – w człowieku naprzeciwko twoich oczu, w roślinie odpoczywającej w twoich dłoniach, w myśli przelatującej w przestrzeni plastycznej wyobraźni, w odczuciu pochodzącym bezpośrednio z ciała. W Teraz zawsze jesteś osadzony w sobie – w uważnej prostocie bycia, w bezwarunkowej miłości i spokoju, który otula całą twoją Istotę.

Początkowy okres transformacji bywa burzliwy, nasączony doświadczeniami ze skrajnych rubieży emocjonalności – brzegowych punktów biegunowej skali doznań. W tym okresie często płaczemy i użalamy się nad sobą, często krzyczymy w niebogłosy z podniecenia i fascynacji. Chcemy doświadczyć kontrastów, aby lepiej wiedzieć, czego chcemy naprawdę. W tym świętym okresie przejścia (w okresie transcendencji w nową wersję siebie) często pozwalamy sobie doświadczyć każdej poznanej dotychczas emocji w jej ekstremalnie podrasowanym odcieniu. Dzieje się tak, ponieważ transmutacja starych przekonań i niekorzystnych uwarunkowań w absolutnie nieograniczony potencjał twórczy to wielowymiarowa, bardzo złożona przemiana. Wymaga ona precyzyjnego wyeksponowania każdej drobnej urazy, fałszu, wątpliwości i nieszczerej preferencji, która gości w naszej świadomości. Transcendencja ego i wzniesienie się ponad te ograniczenia wymaga odsłonienia i uwypuklenia wszystkich blokujących perspektyw przywiązanych do konkretnych wizerunków i emocji. Przechodzenie przez cierpienie (na poziomie mentalnym, fizycznym lub duchowym) to sposób na akcentowanie i świadome dostrzeżenie naszych słabości. Jedynie dzięki rozpoznaniu ich w pełni – w trakcie obserwacji z poziomu przyzwalającej Świadomości – jesteśmy w stanie zrezygnować z przywiązania do tego, co te emocje i doznania nam oferują. Warto sprawdzać, czy uczucia i relacje, które generujemy są szczere i autentyczne, czy są wynikiem przywiązania lub jakiejś niezdrowej zależności energetycznej. Kurczowe trzymanie się tego, co nasz umysł definiuje jako przyczyna szczęścia jest bowiem zamykaniem się na odnalezienie tego szczęścia w zupełnie innych ekspresjach. Chwytanie się jakiejkolwiek z form na stałe (niezależnie od tego jak bolesna lub ekstatyczna) i utożsamianie się z nią, jest równoznaczne z odpychaniem od siebie możliwości zobaczenia czegoś nieznanego i wkroczenie w świeżą, pełniejszą wersję siebie.

Nasz umysł nie jest w stanie nadążyć nad dynamiką życia ani jej ostatecznie zrozumieć. Operuje chwilowymi pół-prawdami, które musi stale regulować, klasyfikować i dopasowywać do zachodzących zmian. Nie jest w stanie wykreować prawdy uniwersalnej i to jest bezpośrednią przyczyną mentalnej udręki każdego człowieka, który na ślepo zawierzył przesłankom umysłu. Ponieważ umysł nie potrafi dać ostatecznej odpowiedzi na żadne pytanie, zadowala się ciągłym szukaniem, porównywaniem, kalkulacją oraz generowaniem nowych, jeszcze bardziej skomplikowanych pytań do rozwikłania. To paradoks napędzający jego udręczony sens istnienia. W początkowych fazach, osoba przechodząca okres transformacji wewnętrznej zaczyna kwestionować jego efektywność. A to sprawia, że coraz częściej nasz zmęczony umysł czuje się zbędny i niechciany. Nic dziwnego, że wszelkimi znanymi mu metodami usiłuje dać o sobie znać na każdym możliwym polu. Będzie więc walczył, dopóki go nie oswoimy. Dopóki nie zaakceptujemy go w pełni i nie pozwolimy mu pracować dla nas, zamiast przeciwko nam. Umysł będzie starał się zawładnąć naszą czujnością i zbudować przywiązanie do różnego rodzaju emocji, doświadczeń, myśli, pragnień lub wyobrażeń. Wykorzysta kuszące wizerunki potencjalnych przyszłości podkręcone do maksimum powabności, rozbudzi w nas popęd do osiągania kolejnych stanów i doznań w świecie zewnętrznym. Obróci się przeciw nam i będzie karmił nasze poczucie winy lub uderzy w godność osobistą. Zrobi wszystko tylko po to, żebyśmy stale pomijali to, za czym nie trzeba gonić nigdy, ani wychylać się ani o centymetr wprzód. Za czystym poczuciem Egzystencji nie trzeba gonić, ponieważ jest dostępne zawsze i dla każdego. Poczucie Egzystencji nie przeterminowuje się. Nie ma jej ograniczonej ilości, nie trzeba się więc o nie kłócić i rozpychać łokciami. Nie jest ono schowane nigdzie w świecie fizycznym – świecie fenomenów przemijających, do eksploracji których namawia nas umysł. Każdy czuje je na własny sposób. Jest zawsze dojrzałe i zawsze pełne. Wczorajszymi fajerwerkami, jutrzejszymi fanfarami, cudzym uznaniem i aprobatą lub innymi błyskotkami świata zmysłowego, umysł będzie próbował mącić stabilne poczucie Jedności z Egzystencją, które to jest esencją naszego istnienia. Krzykliwymi atakami paniki i lęku lub wizerunkami przejaskrawionego sukcesu będzie rozpraszał nasze skupienie i odwracał uwagę. Płytkim upojeniem pustą rozrywką będzie starał odciągnąć nas od istoty rzeczy. Będzie starał się odnaleźć takie utożsamienie, które zawładnie naszymi czynami, słowami, reakcją na zachodzące zmiany. Ograniczenie umysłu będzie nam sugerować, że jest on niezbędny do przetrwania i pozostania w tymże wybranym utożsamieniu po wsze czasy. Będzie próbował odwieść nas od Prawdy Pierwotnej – zrównoważonej, stałej, niezachwianej i nigdy nieprzemijającej Obecności, która nie ma potrzeby wybiegania w czas linearny.

Umysł nie jest przyzwyczajony do ciszy i spokoju. Obawia się ich i często czuje się w ich towarzystwie mało komfortowo. Lęka się ciszy i spokoju, ponieważ jego domeną jest ciągła gonitwa, podtrzymywanie nerwowości, sztywności, skurczy i napięcia w ciele. Spowodowane nimi lenistwo lub przeciwnie, nadmierna ingerencja w cudzą przestrzeń i wywoływanie presji na innych, to ulubione zajęcia wiecznie niezaspokojonego ego. Te ekspresje podzielonej świadomości są prowokowane manierą machinalnego oponowania. Manierą automatycznej awersji i pogardy dla odmienności. W procesie identyfikowania się z przesłankami umysłu, ekspresje te stają się budowaniem niechęci do poszczególnych doświadczeń lub grup ludzi i odgradzaniem się od nich. Odpuszczenie starym, rdzewiejącym nawykom arogancji nie jest więc zawsze ścieżką usłaną różami. Pierwszy krok jest w tej metamorfozie najtrudniejszy, bo wymaga najwięcej determinacji i zaufania sobie. Często to droga przez wysokie, dokuczliwe ciernie i natarczywe chwasty. Proces wyplewiania swojego egoizmu polega na zaprzestaniu kontynuacji gier niespokojnego umysłu. Jest to praca całkowicie indywidualna. Na egoizm nie można przepisać recepty. Spokój ducha i zestrojenie z Pełną Jaźnią nie może być też nauczone w sposób akademicki, ponieważ nie jest kwestią przyswajania czegoś nowego z zewnątrz. Może natomiast zostać zaprezentowane w działaniu, zachowaniu i słowach przez mistrza. Jedynie w akcie dojrzałości może zostać zaakceptowane i zasymilowane przez gotowego na to odkrycie ucznia. Błogosławieństwo Połączenia zostaje dostrzeżone i zaakceptowane jedynie w sercu adepta. Każdy rozpala swoje serce samodzielnie. Możemy podawać sobie nawzajem pochodnie, możemy zlepiać swoje dłonie, aby cudzy płomień nie zgasł całkowicie w trakcie silnego wiatru. Sam akt rozświetlenie swego serca i podtrzymywania tych płomieni pochodzi jednak zawsze od nas samych.

Magia wewnętrznej transformacji polega na wyraźnym dostrzeżeniu tego, co nam już nie służy. W wielu przypadkach wymaga to od nas doświadczenia głębokiego bólu, który jest sygnałem wysłanym od nadal nieuleczonej, zaniedbanej perspektywy, która w ten sposób prosi o naszą atencję i bliższe przyglądnięcie się powodom naszego cierpienia. Ból pojawia się zawsze tam, gdzie wymagana jest nasza uwaga, skupienie i łagodzące „okłady z akceptacji”. Rozwijanie się bólu egzystencjalnego można porównać z bólem czysto fizycznym i przekładaną wizytą u dentysty. Jeśli leczenie jest długo odwlekane, wtedy próchnica rośnie do olbrzymich rozmiarów, a ból w trakcie rozprawiania się z chorobą jest bardzo dotkliwy. Podobnie sprawa wygląda z naszymi emocjonalnym cierpieniem, których podłożem są bagatelizowane lęki i negatywne założenia budujące pojęcie tego, kim jesteśmy oraz czym jest nasza rzeczywistość. Czasami porządkowanie swojego wewnętrznego ogrodu objawia się w postaci buntu, gniewu, dezorientacji, frustracji bądź silnej depresji. Okresy te są bardzo potrzebne, są naturalnymi etapami wędrówki duszy, która zbliża się ku swojej pełniejszej Istocie. Po czasie re-organizacji swoich wewnętrznych energii oraz przyswajania nowych, organicznych orientacji, świat zaczyna zdumiewać łatwością i spokojem. Odkrycia na poziomie świadomości stają się stabilnym fundamentem dla nowych możliwości. Biorąc czynny udział w tym kosmicznym przeobrażeniu, poddajemy się procesowi, który na powrót łączy nas z Planetą. Łączy ze sobą nawzajem oraz z Wszechstworzeniem w jeden, harmonijnie egzystujący organizm żywy.