Chaos Surowym Materiałem Kreatywności

     Rozpędzony pociąg ludzkich przyzwyczajeń opracowanych na zysk i kontrolę środowiska, gna w kierunku samozniszczenia. Umysł nie dostrzega swej paradoksalnej sprzeczności, że branie na swoje barki odpowiedzialności za doświadczenia innych, jest równoznaczne z wyrządzaniem szkody tym istotom, za które pragnie być odpowiedzialny. Ego szczyci się bowiem kontrolą innych istot oraz zbieraniem laurów uznania, kiedy metodą zastraszania i agresywnej dominacji, wypracuje sobie ich posłuszeństwo i poddanie. W naszych codziennych doświadczeniach, ten mechanizm dotyka pojedyncze jednostki, rodziny, społeczności lub całe nacje i narody – w zależności od stopnia determinacji do posiadania władzy i poziomu toksycznej ambicji Ego. Zalewane powodzią hormonów stresu, Ego nie potrafi patrzeć trzeźwo na relację względem swojego środowiska. Działając pod wpływem strachu, swój heroiczny wysiłek nieświadomie przekształca w kolejne fabryki nieczułych robotów. Po drugiej stronie fasady podzielenia, ego formuje rzesze rozpieszczonych użytkowników łaknących pocieszenia w kiepskich produktach wytworzonych w tychże fabrykach. Wpływ aroganckiej percepcji podtrzymuje iluzję człowieka-maszyny zbudowanego z biochemicznych klocków. Człowieka-przyrządu całkowicie podporządkowanego czynnikom zewnętrznym. Percepcja Ego oferuje podziały i separacje jako jedyne możliwe taktyki poruszania się w świecie. Nie może zatem prowadzić do zjednoczenia się z naturalnym rytmem życia. Jaźń egoistyczna, wyrosła na poczuciu stałego niebezpieczeństwa i niepewności o jutro, traktuje spryt i przebiegłość jako pożądane i korzystne jakości. Tym sposobem buduje kolejne rankingi ważności, klasyfikacje istotności i pożytku swoich doświadczeń, osób, zjawisk, symboli. Równolegle, przez postrzeganie rzeczywistości z założonymi filtrami separacji, uprzedmiotawia ludzi, kiedy tylko nie spełniają jego oczekiwań lub nie są potrzebni do osiągnięcia zaplanowanego triumfu w czasie. Ego konstruuje drabiny przydatności, na których jedne istoty są mniej lub bardziej ważne od drugich. Swoją egzystencję stale poddaje pomiarom dla uzyskania indywidualnej korzyści, komfortu bądź odczucia tymczasowego zaspokojenia na innych płaszczyznach. Na tych, na których czuje się puste i niedocenione. Ego kompletnie nie jest zainteresowane rozwojem na polach, które w pierwszej kolejności nie zostały zdefiniowane jako przynoszące zysk lub pożytek. Smutnym efektem takiej krótkowzroczności jest brak możliwości rozwoju w tych dziedzinach, które zostały przekreślone za sprawą samo-wykreowanego lęku.

Każda próba zmiany obecnego stanu rzeczy ostemplowana przymusem osiągnięcia czegoś lepszego w przyszłości jest skazana na porażkę lub w najlepszym razie osiągnięcie jedynie tego, o co ta próba zabiegała. Koncentrując się tylko na jednym punkcie w przyszłości (jednym celu, jednym rezultacie) zaniedbujemy wszystkie pozostałe, równie wartościowe ekspresje i potencjalne manifestacje. Poddając się lękom, nie dajemy sobie możliwości doświadczenia całych konstelacji wielowymiarowych doświadczeń, które są gotowe na fizyczną manifestację na tej Planecie. Nie dane nam ich doświadczać, gdyż nasza kolektywna wibracja nie pasuje z ich energetycznym algorytmem. W prostych słowach, lęk nie jest atrakcyjnym zaproszeniem dla ekscytujących niespodzianek. Lęk jest barierą, która oddziela nas od możliwości dostrojenia się do nich. Cuda mają okazję zaistnieć w naszej rzeczywistości jedynie wtedy, kiedy dopuścimy możliwość doświadczenia ich. Cudów doświadczają więc jedynie ci, którzy przekroczą swoje wewnętrzne blokady i powrócą do stanu całkowitej bezbronności. Jeśli nasza wizja przyszłości nie pochodzi z serca, a jest sposobem aroganckiej jaźni na zagarnięcie czegoś dla siebie lub ukrycie czegoś przed innymi, wtedy takie działanie (jak również samo osiągnięcie tego celu) ograniczy daną jaźń jeszcze bardziej. Ślepe podążanie za przesłankami niespokojnego umysłu umniejsza wartości wszystkim pozostałym drogom postępu – tym pozbawionym planowania, kalkulacji, analitycznych przewidywań. Odcina się od całej gamy cennych źródeł informacji i neguje alternatywne metody rozwoju przez używanie filtrów separacji w postaci negatywnych wierzeń i ustosunkowań. Jaźń ograniczająca w ten sposób swoją ewolucję, nie może otrzymać szerokiego wachlarza zaskakujących kreacji Nieznanego, ponieważ w pierwszej kolejności sama zdecydowała się zawężyć swoje pole potencjalnych możliwości jedynie do jednego konkretnego wyniku, przekonania, rezultatu czy odpowiedzi. Opętanie umysłu dokonujące się w trakcie szukania jedynej ważnej, obiektywnej prawdy, manifestuje się w nieskończonych cyklach naprawiania i psucia, przegrywania i zwyciężania, karania oraz nagradzania siebie samego lub innych. Ego cierpi mentalne udręki przez brak miłości do samego siebie. Dodatkowo, brak akceptacji siebie w pełni, powoduje wewnętrzny popęd do projektowania tych ograniczeń na innych. W celu pozbycia się ich, „przerzucenia” odpowiedzialności dalej, namawia do przyjęcia takiego samego stanowiska i podtrzymywania tego napięcia w sobie. W ten sposób lęki rodziców są przekazywane dzieciom, lęki nauczycieli są transferowane na uczniów, lęki polityków są projektowane na wyborców, lęki lekarzy są serwowane pacjentom, itd. Jeśli chcemy zakończyć ten algorytm powielania, wystarczy rozprawić się z własnymi demonami samodzielnie. Wystarczy przywitać się z nimi odważnie i posłuchać, co mają nam do powiedzenia. Każda obawa, niepokój lub wątpliwość, którą nosimy ze sobą jest kopalnią bezcennych informacji. Dzięki doświadczeniu drażliwego lęku lub niepewności w pełni na własnej skórze, zauważamy, że są one jedynie iluzorycznymi myślami o przyszłości lub przeszłości. Dostrzegamy, że nie mają żadnego związku z naszym stanem bycia w chwili obecnej i co najważniejsze, nie posiadają władzy nad naszymi wyborami i koncentracjami energetycznymi w bieżącym doświadczeniu.

Rewolucjonistom – ludziom dostrzegającym łatwiejsze rozwiązania, bliższe sercu odpowiedzi i ciekawsze perspektywy widzenia – często zarzuca się utopijne myślenie. Ludzie o wąskim polu obserwacji i z niewielkimi umiejętnościami przyzwalającymi, widzą świeżo wydeptane szlaki jak niewygodne wertepy prowadzące donikąd. Obawiają się prostego spaceru ścieżkami intuicyjności i wrażliwości zmysłowej. Obawiają się kroczenia w Nieznane jedynie dlatego, że nie są zaznajomieni z taką metodą nawigacji – operowania w tym gęstym, fizycznym świecie z poziomu niefizycznych, niestałych uczuć. Dla jednostek, które całe dotychczasowe życie poświęciły na machinalny marsz za dyrygującym, obiektywnie ukierunkowanym umysłem, zmiana stylu tej relacji, jest całkiem sporym wyzwaniem. Zwrot percepcyjny do wewnątrz siebie, przyzwolenie na świadomą orientację w obrębie niedefiniowalnych, nie dających się skategoryzować uczuć, może wydawać się czymś nieosiągalnym lub bardzo odległym energetycznie. Wychowane na newtonowskich koncepcjach fizyki, żelaznych pojęciach przyczyny i skutku oraz darwinistycznych przekonaniach deterministycznej biologii, ograniczone jednostki upatrują sensu i sił sprawczych w formach zewnętrznych. Odpowiedzi widzą w zaprogramowanych na stałe genach i ich dziedziczności, teorii przypadkowych mutacji, woli jakiegoś wszechwiedzącego boga, oraz podobnych siłach zewnętrznych. Przebicie się przez te ograniczone wierzenia i odnalezienie przyczyny całego stworzenia w sobie nie jest ani łatwe, ani komfortowe. Dlatego najczęściej jest przez ludzi wypierane. Dla niektórych wydaje się całkowicie nierealne. Ponieważ umysł ludzki bazuje wyłącznie na pamięci przeszłych doświadczeń, znalezione tam ograniczenia i lęki, traktuje jak jedyne prawdziwe odpowiedzi. W ten sposób nieświadomie projektuje swe limitacje na nowe pokolenia i powiela cykl fragmentacji.

Innowatorzy zatem to ci, którzy dostrzegają swój niekwestionowany, stuprocentowy wkład w tworzenie całości obrazu swojego życia. To ci, którzy dostrzegają całkowitą niezależność w tworzeniu relacji z zastałą projekcją świata. Prekursorzy w dziedzinach techniki, nauki, medycyny i innych gałęzi rozwoju ludzkości prawie zawsze są w pierwszej kolejności zderzeni z nieprzychylnościami i wyparciem pochodzącym ze środowiska głównego, przewodniego nurtu ideowego. Kurs na Nieznane obierają więc jedynie ci śmiałkowie, którzy nie obawiają się porażki, wyśmiania, poniżenia. Kurs w kierunku niewiadomych przyciąga tych odkrywców, którzy znudzili się powielaniem utartych schematów i nie lękają się upaść na kolana, ubrudzić sobie rąk, zostać niezrozumianym. Nieznane przyciąga tych, którzy lubią ryzykować i stawiać wszystko na jedną, magiczną kartę – inwestycję w swoją pasję, w swoją autentyczność i bezinteresowność. Nieznane przyciąga tych, którzy ufają sobie na tyle, aby nie podporządkować się lękom umysłu. Zamknięcie na nowe punkty widzenia jest bowiem okraszone lękiem przed utraceniem swojej wypolerowanej pozycji na drabinie społecznej. Ci, którzy nie chcą zrobić miejsca nowym pomysłom, obawiają się odrzucenia, samotności, kompromitacji, klęski… Otwarcie na prekursorskie wynalazki i idee naraża na banicję ich poczucie zyskanego szacunku, wypracowanej renomy i uznania za dotychczasowe osiągnięcia. Te przynęty karmiące pychę potrafią wodzić za nos jaźń egoistyczną wyczekującą pochwał, aprobat i prestiżowego wyróżnienia. Jeśli chcemy wprowadzić atrakcyjną, nową technologię darmowej energii, bezpłatny i powszechnie dostępny model komunikacyjny, bądź chociażby nowy przepis na ciasto cytrynowe, musimy mieć na względzie, że najpewniej najpierw natrafimy na nieprzychylne nam komentarze i oceny. Nie warto się jednak nimi zupełnie przejmować. Raz zaakceptowane jako równoprawne perspektywy, stają się zupełnie nieszkodliwe dla Twórcy zaangażowanego w swój projekt. Wiele mądrości kryje się w przysłowiu o kropli, co wytrwale drąży skałę. Jeśli Twórca Świadomy jest wierny swemu sercu i szczery w swoim postępowaniu, to rozrost takiej ekspresji będzie łatwy i owocny. Wtedy prognoza narastającej, przyjemnej eskalacji w wybranym polu doświadczeń jest nieunikniona. Twórca Świadomy, pracując ze swym stanem bycia i generowaną wibracją, prędzej czy później przebije się przez gęstą warstwę uprzedzeń i krytycyzmu z zewnątrz i odnajdzie swoje unikalne talenty, które rezonują z harmonijnym rozwojem całego kolektywu.

Ci, którzy traktują ich świeże, abstrakcyjne perspektywy jako marzenia ściętej głowy, odnoszą się do nich w ten sposób wyłącznie dlatego, że sami nie są w stanie dostrzec tych ewentualności. Nie ma potrzeby ich winić za takie postrzeganie, ani wymagać, aby przetarli oczy. Każdy ma swój czas na wyklucie się z jajka. Każdy przechodzi swoją metamorfozę w swój unikalny sposób i co najważniejsze, we własnym tempie. Ponaglanie ludzi do tego może być dla nich szkodliwe w skutkach. Skupiając się na walce z egoizmem, ani nie pomożemy sobie we wprowadzeniu w życie swojego pomysłu, ani nie wyciągniemy z opresji tych, z którymi to zdecydowaliśmy toczyć boje. Czysta, niezaplanowana na zysk przyjemność z samej pracy nad swoją pasją, jest najlepszą motywacją do kontynuacji. To dawanie pięknego przykładu innym, w jaki sposób można żyć. Znacznie korzystniej jest więc tworzyć nowy model życia, zamiast burzyć, bądź naprawiać stary. Dzięki temu całą swoją energię skupiamy na pożytkowaniu z kreatywnych surowców naszej twórczej Jaźni. Pozostawiając oceny i komentarze innym, nie marnujemy energii na udowadnianie swojej wartości. Dopiero dosadne pokazanie na własnym przykładzie nieograniczonych możliwości jest często jedynym oknem, przez które zaślepieni umysłem ludzie będą mogli zobaczyć dostępną świeżą możliwość czy akceptowalną alternatywę. Ego uprawomocnia intelektualne ograniczenia w formie negatywnych wierzeń przyjętych o świecie i o samym sobie. Dlatego nie jest w stanie dostroić się do obrazów świata wykraczającego poza te granice. Inaczej mówiąc, nie wierząc, że coś jest możliwe, nigdy nie będziemy w stanie tego doświadczyć. Operując z poziomu Przyzwalającej Świadomości, Jaźni która łączy się z zasobami Nieskończonej Kreacji, najkorzystniej jest zezwolić takim jednostkom na pozostanie w obrębie marginesów, które same nakreśliły i nie oceniać ich energetycznych grawitacji. Warto pamiętać, że każdy z nas jest najlepszą wersją Jaźni, na jaką sobie pozwolił być w danej chwili. Zauważając sieci niekorzystnych uwarunkowań umysłowych oplatujące poczucie wolności u innych osób, warto przyzwolić na pełną ich ekspresję, bez budowania niechęci bądź oporu w stosunku do nich. Każdy z nas jest w mniejszy lub w większy sposób oplątany takimi uprzedzeniami i awersjami w stosunku do swojej rzeczywistości. Najlepszą troską o innych jest pozostawienie wszystkim wolności absolutnej. Tylko wtedy nie budujemy progów zwalniających we własnej projekcji świetlnej. Tylko wtedy masujemy delikatnie powierzchnię skorupki jajka, zapraszając każdą dojrzałą jaźń do wyjrzenia na zewnątrz i obserwowania życia z nowej perspektywy. Tylko wtedy nie rozbijamy jajka z hukiem o kamień, kiedy pisklę nie jest jeszcze przygotowane do interakcji z nową odsłoną życia. Tylko wtedy pozwalamy na to, aby to pisklę samo zdecydowało, kiedy jest dla niego najlepszy moment do tego, aby żarliwie i z ochotą rozprawiło się z niewygodnym więzieniem.

W wyniku rozdarcia wewnętrznego podzieliliśmy czas i przestrzeń wokół siebie na logicznie usprawiedliwione fragmenty i porcje. Stworzyliśmy kalendarze, zegary, państwa, subkultury, związki zawodowe, itp. podgrupy. Uzurpujemy sobie prawo do własności budynków, ziemi, obiektów, a nawet ludzi. Gdziekolwiek postanie ludzka stopa, ląduje równocześnie wbita w ziemię flaga, która ma być symbolem własności i dominacji. Budowanie kolejnych murów oddala nas coraz bardziej od siebie i uciska tym samym zmęczoną Planetę. Zmęczoną naszą dziecinną grą przeciwieństw. Dysząca krnąbrnym i płytkim oddechem alarmuje, że pora skończyć te wygłupy i czas spojrzeć w nasze serca. Pora pozbierać zabawki i wrócić do domu na wspólną kolację, której głównym daniem jest akceptacja i bezwarunkowa miłość. Świat podzielony na państwa jak od linijki, świat ludzi broniących swego stanowiska, świat codziennej walki o przetrwanie, jest piękną reprezentacją tego, jak bardzo skrępowani i mało otwarci jesteśmy na innych ludzi. Jesteśmy podzieleni zarówno fizycznymi, ceglanymi bądź betonowymi ogrodzeniami świata widzialnego, jak i kolczastymi murami obronnymi naszego niefizycznego ciała emocjonalnego – wstydem, skrępowaniem, chciwością, zazdrością. Implikacją egoistycznej koncentracji bazującej na pomiarach i porównaniach są niezliczone granice – płoty i ściany, które to zbudowaliśmy ze strachu. Ze strachu przed tym, co na zewnątrz. Przed tą niewidzialną, zmyśloną, oddzielną nam częścią Egzystencji. Podzieliliśmy się na narody, wyznawców poszczególnych religii, fanów poszczególnych klubów piłkarskich. Podzieliliśmy się na poczucie „Ja” vs świat, lub „Ja” vs Egzystencja. Wysoko uniesiony podbródek nosimy dumnie w obrębie podgrup, do których należymy i których postulatów i założeń bronimy. Cały czas jednak w stosunku do odmiennych poglądów jesteśmy uprzedzeni i nie akceptujemy odmienności w pełni. Droga ku zjednoczeniu i wyzwoleniu się z uprzedzeń umysłu zaczyna się w pokorze i przyznaniu, że nie chcemy już dalej kontynuować swojej aroganckiej aktywności. Nasze ego może czuć irytującą lojalność z przeszłością, identyfikacją z zawodem, kolorem skóry, płcią lub utożsamieniem z jakąkolwiek inną formą. Nasza praca nad stanem bycia jako Taktyków Wibracji polega więc na przejściu przez te wymagające doświadczenia odpuszczenia przywiązaniom w całkowitym przyzwoleniu. Polega na akceptacji i świadomej obserwacji wszystkich odczuć cielesnych i niecielesnych bez żadnych nienaturalnych ingerencji. Polega na odważnym przejściu przez dolinę ciemności pomimo dyskomfortu, niepokoju, braku stabilności. Świat chciałby pęknąć wszach i poluzować wszystkie sztuczne granice, które wytworzyliśmy przez intelektualnie zaakceptowane umowy i ustalenia. Żeby zrezygnować z granic na skalę światową i wytworzyć bardziej naturalny i przychylny nam rodzaj porozumień, każdy z nas z osobna musi być gotowy na zaakceptowanie takiej zmiany wewnętrznie. Warto pamiętać, że życie nie ma instrukcji obsługi lub kodeksu, któremu musimy podlegać. Sami tworzymy prawa i reguły, w które później uwierzymy. Każdy z nas z osobna decyduje o tym, które prawa uzna za korzystne, a którym zdecyduje odpuścić, i kiedy.

Pozorny zastój, zaślepienie lub faza społecznej dezorientacji jest jedynie uwidocznieniem tych aspektów życia, których nie chcemy już dłużej podtrzymywać jako świadome istoty światła. Wielopłaszczyznowy kryzys, z którym ludzie się borykają znamionuje o nadciągającym punkcie zwrotnym w dziejach. Pozornie kiepska kondycja naszej globalnej wioski jest elementem prowokującym nas do odnalezienia innych możliwości koegzystencji. Chaos jest niezwykle żyznym, surowym materiałem kreatywności. Ośrodek geniuszu to nie raj – to „pożar w szpitalu psychiatrycznym”, jak zabawnie porównuje Terence Mckenna. Niestabilność stymuluje kreatywne myślenie i finalnie prowadzi nas do „burzy mózgów”. W tym wypadku „burzy serc”, ponieważ przenosimy nasze skupienie z głowy w obszar naszych uczuć. Uczuć, które zaniedbywaliśmy przez bardzo długi czas. Dzięki wewnętrznemu otwarciu i przyzwoleniu na zmianę, następuje odrodzenie zunifikowanych interaktywności, mieszanie się inspiracji i hossy na wszystkich możliwych płaszczyznach wspólnego Istnienia. Zaufanie bezwarunkowej miłości i potraktowanie jej jak fundamentu naszych doświadczeń jest kluczowym zrozumieniem, które wspólnie zaczynamy akceptować. W rozumieniu nowoczesnej filozofii i prekursorskich gałęzi nauki, miłość to nie ckliwy sentyment albo nic nie znacząca poetycka maniera upiększająca romantyczne dzieło. W ujęciu najnowszych badań naukowych, bezwarunkowa miłość to najsilniejsza, najtrwalsza i najbardziej twórcza energia, która ma fantastyczne właściwości scalające i uzdrawiające. Posiada również atrybuty pokrzepiające kreatywność i samo-doskonalenie. W prostych słowach, bezwarunkowa akceptacja i świadome przyzwolenie są ogólnodostępnymi lekarstwami na wszystkie możliwe bolączki tego świata.

Zaczynamy żyć Energią. Powracamy do pierwotnego poczucia godności osobistej i szczerej wiary w siebie. Podążając za swoimi pasjami i odpuszczając uzależnieniom umysłu, realizujemy swoją Prawdę w autentyczny, nieoponujący sposób. Tym nieustraszonym działaniem reaktywujemy swój boski pierwiastek, który aż rwie się do entuzjastycznej ekspresji i wdzięcznej, bezinteresownej wymiany sił. Stajemy się na powrót Twórcą życia, który odnajduje najwyższą wartość w połączeniu, komunikacji i symbiotycznej cyrkulacji sił pomiędzy wszelkimi czującymi istotami. Kreujemy Jaźń będącą stale ruchomym, dynamicznie krystalizującym się pryzmatem, który w otwartości pozwala na swobodne przepuszczanie światła w obrębie swojej Istoty. Nowa przebudzona Jaźń Przyzwalająca to istota, która doświadcza siebie bardziej w formie czasownika, niż stałego obiektu fizycznego umiejscowionego w przestrzeni lub konkretnym ciele. Równomiernie z odpuszczaniem kolejnym przywiązaniom, odklejamy się od utożsamiania się z formami fizycznymi, a co za tym idzie, z poczuciem własności i posiadania (ziemi, dobytku, ciała, itd.). Przechodzimy z życia w przestrzeni do życia w wiecznym Teraz. To nowe skupienie ma dostęp zarówno do przyszłych wcieleń jak i przeszłych inkarnacji. Wszystkie możliwe fizyczne i niefizyczne doświadczenia istnieją bowiem w tym samym nieskończonym momencie – Teraz. Każde z doświadczeń ma swoje unikalne miejsce na odpowiedniej osi czasu linearnego. Otwierając się na możliwość teleportacji z jednego miejsca w drugie za sprawą emitowanej wibracji, stajemy się transcendentalnym wehikułem boskości. Przeistaczamy się z zastygłej, zdrętwiałej poczwarki, w pięknego, żwawo poruszającego się motyla. Zwiewnie tańczącego z wiatrem motyla, przekraczającego z wdziękiem ograniczenia świata materii. Kokonem zastawionym w tyle są nasze sentymentalne utożsamienia. Porzucamy wizerunek pokrzywdzonej ofiary losu ciągnącej za sobą ciężki worek ludzkich słabości, rozżaleń i ułomności umysłu. Otwieramy się na niedefiniowalny obraz Nieskończoności – pejzaż dojrzałego braterstwa, dynamicznej ekspansji oraz idyllicznego pokoju.

Budzę się i pozwalam powietrzu zasilić moje płuca świeżą porcją odżywczego powietrza. Żyję w sprężystej krainie ciągłych zmian. Żyję w zgodzie z przedstawionym krajobrazem swobodnie pląsających pasm wrażliwej energii. Chodź! Popatrz dziś w serce razem ze mną. Zostaw na chwilę zmęczony umysł i chodź pobiegać, chodź poprzytulać powietrze, co biegnie razem z nami. Zobacz, jaki świat jest kolorowy, kiedy porzucisz osądy i pomiary. Zobacz, co kryje się za naturalnym uśmiechem, niekontrolowanym wzruszeniem, kiedy to ciemna chmura pożera bezbronne słońce na niebie. Nie chowajmy się pod drzewa, nie chowajmy swoich urazów w głębokich i niewygodnych dziuplach. Teraz tańczmy w rzęsistych kolumnach zdrowego deszczu, stąpajmy w kałużach po kolana, żeby ochłodzić nasze niepokoje. Złapmy się dzisiaj za ręce i mówmy do siebie powoli. Mówmy językiem porozumienia, językiem integracji, językiem prostych słów ponad wszelkimi podziałami. Oglądajmy w ciszy fuzję rozproszonych fragmentów chaotycznej układanki w jeden, święty, doskonale skomunikowany byt. Jedzmy uważnie i w skupieniu, oddychajmy czysto i rytmicznie, świadomie otwierajmy swoje serca na przyjazną odmienność, ciekawą różnorodność, oraz na to, co nastąpi za chwilę. Poczujmy nawzajem żłobienia opuszków palców na gładkiej skórze naszej Planety. Pomóżmy Ziemi przejść łagodnie przez ten wymagający okres jej dojrzewania i przeistoczenia. Transformujmy wspólnie swoje lęki w bezwarunkową ekspresję Przyzwalającej Obecności. Stąpajmy bosymi stopami po gęstej, wysokiej trawie, zasadźmy kilka drzew gołymi rękami w żyznej, miękkiej glebie. Ułatwmy proces tej galaktycznej metamorfozy w Zaufaniu i w absolutnej Akceptacji. Siejmy świeże ziarna życzliwości. Oglądajmy przedłużenia powstałych łodyg, dojrzewających pęków i zrodzonych kwiatów. Dzisiaj zaśnijmy z otwartymi oczami na polanie dobrobytu i oglądajmy podróżujące gwiazdy na niebieskim sklepieniu przed nami. Odkryjmy w sobie dzikie zwierze, co ze spokojem, poczuciem przynależności i bezpieczeństwa przechadza się po rubieżach swego nieskończonego królestwa. Obudźmy się wreszcie na swoją pierwotną Moc. Na dziewiczą Moc Natury – żeby żyć tak, jak nigdy wcześniej żyć się nie odważyliśmy. Witalność, zdrowie, zapał i radość jest w każdym z nas Teraz. Świadomość jest w nas na zawsze.