Akceptacja a Odpowiedzialność

Stale uczę się akceptować siebie takim, jakim jestem w naturalnej postaci. To chyba najtrudniejsza, ale równocześnie najciekawsza droga, jaką można podążać przez życie. Obecnie, moja akceptacja nie jest już jednak czymś, co muszę „robić”. Stała się czymś, na co sobie przyzwalam. Pozwalam sobie dostrzec, że akceptacja bieżącego doświadczenia zadziewa się samoistnie i nie wymaga mojego zatwierdzenia lub zaaprobowania. Akceptacja obecnego obrazu rzeczywistości (w tym przejawu mojej tożsamości i jej uwarunkowania) jest nieodłączna temu obrazowi. Jest na stałe zintegrowana z tymże obrazem i jemu równorzędna. Każdy przejaw doświadczalnej Egzystencji jest możliwy do poznania właśnie dlatego, że ta akceptacja jest w niego automatycznie wpisana. Jeśli coś jest przejawione w polu Egzystencji, oznacza to tym samym, że jest równocześnie zaakceptowane jako możliwe do zaistnienia. Chęć tworzenia podziału pomiędzy tymi doświadczeniami, które mogą być zaakceptowane, a tymi, które nie zasługują na istnienie, pochodzi bezpośrednio z naszego nieugiętego Umysłu, który szuka sposobu na dalsze mechaniczne pilotowanie naszym postrzeganiem. Proponując nam założenia, które oceniają, mierzą i porównują ze sobą poszczególne manifestacje (sytuacje, ludzi, symbole, etc.), tworzy negatywnie nastawione interpretacje i wytłumaczenia badanych zjawisk. Wodzi za nos naszą uważność i dezorientuje naszą czujność. Jedynie Ego może żyć przeświadczeniem, że coś wymaga akceptacji. Jedynie Ego biega z pieczątką autoryzacji i przywłaszcza sobie prawo do sankcjonowania wybranych przejawów rzeczywistości jako właściwych, i nie aprobowania tą pieczątką innych, które definiuje jako złe, chore, niepotrzebne, zepsute.

Przebiegła działalność manipulacyjna mojego Umysłu jest nadal dostrzegalna, ale nie zostawia już głębokiego śladu w polu mojej Świadomości. Teraz czuję, że akceptacja każdej nowej odsłony mojej Jaźni jest wpisana w ten obraz i nie ma potrzeby generowania oporu w stosunku do jakiejkolwiek emocji, myśli, uczucia lub energetycznego skupienia, który wyłania się z mojego ciała. Mogę pozwolić sobie na autentyczne wyrażanie wszystkich nich bez oceniania ich przydatności. Bez wyczekiwania rezultatów, które hipotetycznie przyniosą. Bez obawiania się szkód, których będą potencjalnymi przyczynami. Mogę zaufać, że uzewnętrznienie bieżących wibracji energii mojego ciała ma głębszy sens, którego nie muszę pojmować na poziomie intelektualnym. Mogę zaufać, że każde uczucie pojawiające się w obrębie mojej Świadomości, zawitało w tym polu nie bez przyczyny. Dzięki takiej formie optyki zaczynam doceniać i badać swoją rzeczywistość, zamiast próbować ją stopować, blokować i kontrolować z poziomu Ego. Prawdziwa eksploracja świata zaczyna się bowiem w momencie porzucenia osądu na temat tego świata. Czysta, radosna eksploracja rozpoczyna się wtedy, kiedy porzucamy znajome podwórko i wchodzimy w terytorium Nieznane. Na tym właśnie polega dojrzałość. Na kreatywnym badaniu rubieży ówczesnej kultury i szczerym wyrażaniu tego, co w nas nowe, interesujące, egzotyczne i świeże. Wcześniej tylko udajemy życie. Doświadczamy na pół gwizdka, ostrożnie, bez lęku przed nadchodzącym ryzykiem i bez rozkoszy dotarcia na upragnioną wyspę skarbów. Z ciążącymi lękami w głowie i niewygodnymi blokadami w formie osądów nie da się zanurzyć w wartkiej rzece obfitości. Z blokadami w formie utożsamień i identyfikacji nie da się swobodnie nurkować w bezkresnym oceanie samorealizacji. Pływanie na falach Bezwarunkowej Miłości rozpoczyna się razem z odpuszczeniem przywiązania do stałego definiowania, mierzenia i porównywania ze sobą zjawisk i ludzi. To porzucenie konceptu dualności. Porzucenie ciągłej komparacji posiadanych konceptów na temat zjawisk zewnętrznych z posiadanymi konceptami na temat samego siebie żyjącego pośród nich. Bezwarunkowa Miłość jest wszędzie. W Twojej percepcji, drogi Czytelniku, objawi się dokładnie wtedy, kiedy sam zdecydujesz się ją zauważyć.

Jest we mnie wiele troski o dobrostan wszystkich ludzi. Życzę wszystkim jak najlepiej i chciałbym, aby ludzie dokonywali świadomych wyborów i podejmowali działania w zgodzie ze sobą. Wypaliła się we mnie natomiast ochota zbawiania ludzi na siłę. Wypaliła się chęć udowadniania, że któraś z dróg jest właściwsza lub prawdziwsza od innych. Wynika to z mojej nowej przytomności i klarowności spojrzenia, która potrafi docenić cierpienie na równi z błogością. Cudzy zachwyt jest cenną informacją zwrotną, która zachęca mnie do podążania dalej wybraną ścieżką. Nie jest jednak niezbędny, żeby wiedzieć i czuć, że jestem wartościowy zawsze, bez względu na to, w jaki sposób się przejawiam. Podziw z zewnątrz nie jest wymagany do uznania moich bieżących predyspozycji za właściwe i potrzebne. Poruszam się z pewnością, że spełniam swoją funkcję w najlepszy z możliwych sposobów. Potrzeba oklasków i owacji na stojąco uległa więc pożytecznemu spłaszczeniu i stała się marginalnym niuansem całego procesu twórczego. Nie jest konieczna, ponieważ widzę, że beze mnie Kreacja nie mogłaby istnieć. Moja szczerość nie polega zatem na chodzeniu z fluorescencyjnym transparentem i obwieszczaniu przez megafon wszystkim ludziom wokół dyskretnych szczegółów dotyczących mojego stanu bycia lub aktualnego samopoczucia. Nie formułuję też żądań w kierunku innych istot. Pozwalam im popełniać mobilizujące błędy, pozwalam im osiągać przydatne cele. Moja szczerość często wyrażana jest niewerbalnie: w gestach, w czynach, w momentach ciszy oferowanej świadomie i pewnie. Otwieram się wtedy, kiedy czuję, że ja tego potrzebuję. Wtedy, kiedy czuję, że będzie to autentyczny i czysty wyraz miłości do siebie, a nie akt naprawiający, ganiący lub potępiający innych za ich zachowanie. Dojrzała odpowiedzialność leży w spontanicznym wyrazie ciała, co kwitnie na łodygach podskórnie zakorzenionej intuicji. To niekontrolowana przez Umysł ekspresja, swobodna kompozycja ruchów i dźwięków wyrosła na mądrości pochodzącej prosto z Serca. Dojrzałą odpowiedzialność cechuje trzeźwe spojrzenie bez uprzedzeń – ten nieoceniający impuls, który na każdą zastałą manifestację odpowiada: „Dziękuję. Kocham Cię.” Potrzeba przekonywania do siebie ludzi potrafi blokować przed tym prostym widzeniem. Szukanie potwierdzenia w spojrzeniach innych ludzi, wyczekiwanie reakcji wśród tłumu – takie maniery rozpraszają naszą uważność a jednocześnie napinają energię w ciele. Teraz skrupulatnie i z dbałością o szczegóły robię swoje – to w zupełności wystarcza do tego, aby czuć się spełnionym człowiekiem. Jednocześnie pozwalam sobie dostrzegać wszystkie, nawet najdrobniejsze zmiany, które zachodzą w sposobie percypowania mojej rzeczywistości. Stale otwieram się na nowe. Jestem furtką dla zmiany. Żyję pełnią siebie w każdej chwili.

Moja szczerość polega zatem na wzięciu pełnej odpowiedzialności za swoją obecną Kreację. Odpowiedzialności rozumianej jak nic więcej, a prostą umiejętność odpowiedzenia na zastałą sytuację. To zdolność odnalezienia się w Nieznanym i dokonania świadomego wyboru w zgodzie ze sobą. To predyspozycja, jaką posiada każdy żywy organizm w tym Wszechświecie. Umiejętność zaadaptowania się do panujących warunków w taki sposób, aby zachować łączność ze swoim ciałem i jego potrzebami. To zaspokajanie swoich potrzeb fizjologicznych oraz wyrażanie potrzeb energetycznych – ekspresji swoich uczuć w wybrany sposób (artystyczny, sportowy, intelektualny, zawodowy, seksualny, itd.). Odpowiedzialność to podjęcie się odpowiedzenia na to, co nas dotyka w danej chwili. To zauważenie, że moc potrzebna do wprowadzenia upragnionej zmiany tkwi w nas. To zareagowanie na aktualny obraz świata w budujący, współczujący, konstruktywny i kreatywny sposób. Człowiek odpowiedzialny (ten, który odpowiada) ma na uwadze równocześnie, że żadna forma odpowiedzi nie jest lepsza lub gorsza od drugiej. Nowa forma odpowiedzi, którą wyraża, może być jedynie korzystniejsza od wcześniej wybranej, ale nie ważniejsza lub bardziej prawdziwa od cudzej Prawdy. Tak widziana odpowiedzialność jest przeciwieństwem ignorancji, która jest obrazem izolowania się od środowiska, oceniania go lub pozostawania w stanie bezwzględnego milczenia – tłumienia swoich wewnętrznych energii proszących o wyjście na światło dzienne. Odpowiedzialność za swoje życie rozpoczyna się wtedy, kiedy zaakceptujemy obecnie przejawiony obraz rzeczywistości wraz z różnorodnością i mnogością punktów widzenia demonstrowanych przez każdą pojedynczą istotę żywą będącą jego częścią. Pełna Akceptacja tego, co zamanifestowane fizycznie jest fundamentem, na którym możemy budować swoje późniejsze postępowania. Akceptacja otwiera nam drzwi do dojrzałego modelu odpowiedzialności. Takiej, której kolejne ruchy i operacje współgrają z bieżącymi potrzebami środowiska oraz stworzeń zamieszkujących dany ekosystem. Odpowiedzialności, która cały czas pamięta o tym, że jest zrodzona z Akceptacji. Taka wersja odpowiedzialności nic nie wymusza na innych. Nie namawia, nie protestuje, nie odgradza. Dojrzała odpowiedzialność oferuje mądrość, klarowność, elastyczność w skupieniu. Oferuje proste komunikaty, skuteczne rozwiązania bez oczekiwania otrzymania czegokolwiek w zamian. Inspiruje, słucha, troszczy się, wspiera. Podjęte postępowanie w odpowiedzi na informację, którą niesie dla nas uczucie z ciała, pozwala na inauguracje Życia Świadomego. Taki akt jest ruszeniem z miejsca w wybranym kierunku, jest stanowczo wykonanym krokiem wprzód. Świadoma odpowiedzialność wypowiada motywujące i dopingujące zdania, formułuje konkretne cele na dziś, obdarowuje bezinteresownie wolnością. Dojrzała odpowiedzialność jest Świadomością w działaniu.

Odpowiedzialność często kojarzona jest z aktywnością pełną wysiłku, z nieprzyjemnymi obowiązkami, z trudem i mozolnym procesem, który jest uciążliwą kulą u nogi. Wyzwalającym jest uświadomić sobie, że takie uprzedzenia dotyczące odpowiedzialności są niczym więcej, jak ograniczoną kalką nałożoną na zastały obraz świata przez nasz sądny Umysł. Odpowiedzialność nie jest ani zła ani dobra. Odpowiedzialność to umiejętność wyrażania przejrzystych, wyraźnych odpowiedzi. To zdolność odpowiadania na zaistniałą okoliczność w słowach i czynach. Kiedy jest zaakceptowana jako naturalna predyspozycja organizmu, która nam służy, staje się pokrzepiającym i wzmacniającym narzędziem pomagającym wyrażać się w pełni. Każdy z nas jest odpowiedzialny, czy tego chce, czy nie. Pytanie tylko, na ile świadomie i otwarcie każdy z nas pozwala sobie wykorzystywać tą zdolność. A za co jesteśmy odpowiedzialni? Za swój stan bycia Tu i Teraz oraz działania będące jego przedłużeniem. Za interpretację swoich okoliczności i budowanie relacji z tymi okolicznościami w oparciu o swój system wierzeń, ocen i przekonań. Każdy z nas jest odpowiedzialny jedynie za aktywność i funkcjonowanie swoich myśli i uczuć. Niczyich więcej. Nasza odpowiedzialność kończy swą jurysdykcję razem z granicą naszego subiektywnego postrzegania. Kończy swoją moc na obrzeżach wewnętrznie kreowanej projekcji rzeczywistości.

Z poziomu Ego, które czuje się oddzielone od Egzystencji, nie da się umiejętnie wpływać na zmiany. Wymuszając na ludziach swoją perspektywę, nie zachęcamy ich wcale do tego, aby ją docenili. W ten sposób przyjmujemy rolę oprawcy i tyrana, który chce dyktować swoje warunki. Jeśli taka osoba znajdzie sobie sprzymierzeńców, to najprawdopodobniej nie będą się oni znacznie różnili od niego i prędzej czy później przejmą jego styl bycia. Sami będą szukać rywali, oponentów i problemów w innych ludziach. Odgrywając rolę kata obwiniamy czynniki zewnętrzne i w nich dopatrujemy się problemu. Używamy nieświadomie gniewu i projektujemy swoje ograniczenia na ofiarę, raniąc ją dotkliwie, a siebie pozbawiając równocześnie możliwości nawiązania z nią połączenia i doświadczenia bliskiego kontaktu. Wchodząc w rolę ratownika z kolei nieświadomie korzystamy ze strachu. Lęk popycha nas do wiecznego ponawiania strategii łagodzenia konfliktów, naprawiania tych, którzy się mylą. Lęk nakłania nas do podtrzymywania statusu quo, który głosi, że jesteśmy zobligowani do niesienia pomocy. W ten sposób lawirujemy pomiędzy kolejnymi wyobrażeniami katastroficznej przyszłości, a jednocześnie gubimy swoje energetyczne centrum. Powoli ale sumiennie zatracamy się w poczuciu stałego rozdarcia wewnętrznego. Przyjęcie roli ofiary to budowanie swojego wizerunku pokrzywdzonego na otrzymanym współczuciu od innych. To nieświadome używanie smutku, który zostaje wykorzystany do budowania przywiązania emocjonalnego karmiącego poczucie bezradności, bezsilności i braku wiary w siebie. Dynamikę trójkąta dramatycznego możemy obserwować w każdym działaniu, które ma na celu uniknięcie odpowiedzialności. Tam, gdzie pojawia się opór i niezgoda, tam pojawia się równocześnie gra w prześladowcę, ratownika i ofiarę.

Ten mechanizm jest nam wszystkim świetnie znany i z pewnością każdy z nas jest w stanie przywołać z pamięci nieodległe zdarzenie, w którym odnalazł się w którejś z tych ról. Każdy z nas może zauważyć, że odgrywanie przedstawionych powyżej postaci nie wprowadza żadnych konkretnych zmian w naszych codziennych relacjach. Nie wprowadza żadnych znaczących modyfikacji w naszej rzeczywistości dających się odczuć jako realne ułatwienia. Nie łagodzi konfliktów nie buduje kreatywnego porozumienia sprzyjającego wszystkim na równi. W trójkącie dramatycznym nic nie zmienia się na lepsze, ponieważ jedyną drogą do zmiany jest wzięcie odpowiedzialności, a trójkąt ten unika jej jak ognia. Dopiero w momencie wyjścia poza utarty schemat (oprawca, ofiara, ratownik), możemy z czystym sumieniem zadeklarować wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje doświadczenie. Obszar bezwarunkowo akceptującego Serca to jedyna przestrzeń, która pozwala nam otwierać ludzi na nowe możliwości i proponować im łatwiejsze rozwiązania. Jedynie pozostając w ciągłym połączeniu ze swoim energetycznym centrum możemy realnie wpływać na nasze otoczenie i je transformować.

Pozostając pod płaszczem ofiary-niezdary, nie zmienimy tego, że ludzie głodują. Zakładając maskę kata-prześladowcy, nie zmienimy tego, że niektórzy wybierają, aby okradać innych. Otulając się peleryną ratownika-zbawiciela nie wpłyniemy odpowiednio na ludzi, którzy chcą wyżywać się psychicznie i fizycznie na słabszych. Wszystkie te projekcje obrazują bowiem tożsamości, które stale budują mechanizmy obronne skierowane wrogo (w mniejszym lub większym stopniu) przed środowiskiem zewnętrznym. Osobowość Ego stara się podtrzymywać jeden wizerunek i z nim stale się identyfikować. Sprytnie przeskakuje też z jednego na drugi kiedy dostrzega, że zachowanie lub postawa istoty świata zewnętrznego zagraża kontynuowaniu odgrywania swojej znajomej roli. Ego zaczyna się bronić, ratować lub atakować innych, kiedy zostaną dotknięte wrażliwe punkty destabilizujące strukturę, na której jest oparte. Jeśli czyjeś słowa nas drażnią i działają jak akupunktura na nasze ciało energetyczne, to wiemy, że pokazują nam, w którym miejscu przywiązaliśmy się do niekorzystnego przesądu lub niezdrowej identyfikacji. Słowa innych osób, które nas ranią, wskazują na bolesne aspekty naszej Istoty, których Ego obawia się odsłonić. Ego boi się otwarcia, bo to równałoby się z jego śmiercią. Zrobi więc wszystko, żeby nie wychodzić poza strefę bezpieczeństwa i znajomego komfortu. Pozostając na poziomie silnej identyfikacji z wybraną tożsamością, nie jesteśmy jednak w stanie zmieniać tego, co inni ludzie myślą i czują. Operujemy bowiem wtedy tymi samymi narzędziami i technikami ich używania, co oni sami. Atakujemy, bronimy lub ratujemy, ale żadne z tych działań nie jest aktem kreatywnej konstrukcji. Nie jest odnajdywaniem połączenia i zrozumienia. Nie jest oferowaniem alternatywnych możliwości. Wejście w którąkolwiek z ról trójkąta, automatycznie pochłania nas w odmęt kolejnej dramatycznej sceny, której bezwiednie stajemy się uczestnikami i współtwórcami. Pisząc najprościej – nie zmienimy nic, jeśli będziemy nadal obwiniać ludzi za to, co robią, albo świat za to, jak wygląda. Nie zmienimy nic, jeśli samodzielnie nie wyrośniemy z odgrywania tych infantylnych ról, które zwyczajnie nam nie służą. Co każdy z nas może zmienić Teraz (i jest to w zupełności wystarczający zwrot), to swój sposób postrzegania wszystkich ludzi i zjawisk. To wejście w siebie i szukanie odpowiedzi wewnątrz swego Serca. Możemy zauważyć, że każdy człowiek, każdy kamień i każda gwiazda jest najlepszą wersją siebie, na jaką sobie pozwoliła. Każda Jaźń prezentuje swoją nagą Prawdę i zaprasza nas do odkrywania jej wspólnie. Z decyzją takiego oglądu rzeczywistości rozpoczynasz proces renowacji i aktualizacji swojego oprogramowania percepcyjnego. Podejmujesz się wyzwania odnalezienia w sobie wyrozumiałej, kochającej Jaźni, która nie warunkuje swojej miłości i dzieli się nią ze wszystkimi, bez wyjątku. Równolegle, rozpoczynasz wtedy proces twórczy, w którym odkrywasz swoja nową odsłonę – czystą, transparentną i bezstronną Jaźń Przyzwalającą. Odkrywasz stan pozbawiony Ego, który z otwartymi ramionami wychodzi wszystkim Istotom naprzeciw. Proces transformacji przeistacza Cię w gładkie i przejrzyste lustro. Lustro obdarte z uprzedzeń, stereotypów, sztywnych definicji zaproponowanych przez Umysł.

Wzięcie pełnej odpowiedzialności za swój proces twórczy to świetna zabawa. To nic innego jak dostrzeganie kolejnych zmian w obrębie postrzeganej rzeczywistości. To świadome ukierunkowanie swoich wewnętrznych energii. To zmiana światopoglądu, opinii, sposobu myślenia. To wpływanie na tworzenie przyjaznych relacji ze swoim środowiskiem. Każdy z nas jest w stałym procesie twórczym, w którym projektuje indywidualnie odbierany obraz rzeczywistości. Każdy z nas kreuje malowidło swojego życia. Od nas zależy, czy zechcemy malować piękne panoramy ciepłych i przyjaznych krajobrazów, które wzbudzają podziw wśród odbiorców naszej sztuki, czy popadniemy w niedbałe i niestaranne kreślenie chaotycznych, niezrozumiałych bohomazów, których nikt nie potrafi odczytać. Odpowiedzialność rozpoczyna się tam, gdzie pojawia się chęć na poznanie nowej osoby, obiektu, energii, etc. Odpowiedzialność ludzi Nowej Ziemi to również umiejętność samodzielnego podejmowania decyzji. To wychodzenie poza hierarchiczny schemat autorytetów i odpuszczanie przyzwyczajeniu podlegania im. To dokonywanie świadomych wyborów, które nie muszą być podparte racjonalnymi powodami lub usprawiedliwiane pragmatycznymi argumentami Umysłu. Odpowiedzialność człowieka w nowej kulturze polega na dokonywaniu wyborów nie dlatego, że powinno się je dokonać, a dlatego, że ich dokonania pragnie gorejące Serce. Człowiek dorosły nie podporządkowuje się temu, co go rani, złości, zamartwia. Człowiek dorosły nie blokuje się wstydem przed wyrażaniem swoich uczuć. Człowiek, który bierze odpowiedzialność za swoje doświadczenie nie bazuje na zapamiętanej przeszłości lub wyobrażeniu przyszłych zjawisk. Każde zdarzenie i osobę traktuje jak czystą kartę, która stanowi płótno do jego aktualnych kreacji. Człowiek odpowiedzialny żyje pełnią siebie w chwili obecnej. Żyje radością swobodnej improwizacji i nie kwestionuje tego, że na tą lekkość bezsprzecznie zasługuje.

Teraz widzę, że wyrażanie mojej prawdy w pełni może jedynie pomóc w otwieraniu ludzkich Serc. Nawet jeśli oferowana prawda chwili obecnej powoduje u którejś z zaangażowanych w interakcję osób krótkotrwały ból emocjonalny, niezrozumienie lub frustrację, to w ujęciu długoterminowym będzie wspaniałą pożywką dla wzbogacenia i ożywienia Duszy. Prawda wyrosła na żyznym podłożu szczerego uczucia w ciele, będzie dla moich rozmówców natchnieniem do wewnętrznego wglądu i leczenia sfer Świadomości skażonych egoizmem. Będzie również zachętą dla urażonej, dotkniętej persony do rozwoju Świadomości na całkiem nowych płaszczyznach. Odkąd odpuściłem swojej upartości, moja raczkująca szczerość nieprzerwanie zaprasza mnie do przyglądania się moim ograniczeniom. Uwielbiam z nich rezygnować. Konstruktywnie wyrażona szczerość dokładnie opisująca barwę i nasycenie moich wewnętrznych przeżyć chwili obecnej to oznaka dojrzałości, odwagi i gotowości na prawdziwą bliskość z innymi ludźmi. Wiarygodne przedstawienie swoich lęków, smutków, uciech oraz irytacji to najpiękniejsza zdolność jaką mogę się wykazać. To piękny symbol dorosłości, który mogę podarować wszystkim w geście pojednania. Mówienie o moich uczuciach odblokowuje moje ograniczenia percepcyjne. Szczerość bezwzględna burzy wszelkie pancerze impertynencji, których podtrzymania broni podzielony, rozdrażniony Umysł. Uwidacznia przekonania dualnego Umysłu, za którymi chowa się mój naturalny stan bycia: solidny rdzeń tolerancyjności, pogodzenia i wszechogarniającej bratersko-siostrzanej przyjaźni z wszelkim stworzeniem.