O rozmiarach marzeń oraz krótka baśń z dzięciołem-wizjonerem w tle

 

Czy był ktoś kiedyś na tyle dokładny, aby udało mu się zmierzyć swoje największe marzenie? Czy był ktoś kiedyś na tyle skrupulatny, żeby postarać się wpisać swoje najgorętsze pragnienie w ramy przyjętych miar i podziałów? Myślę, że jakiekolwiek próby kategoryzowania swoich marzeń byłyby nie tyle niemożliwe, co zwyczajnie nudne i całkowicie zbędne. Marzenia są przecież jak rzeki, ciągle w ruchu, ciągle wyrywają się wprzód. Uchwycenie ich w kontekst miar byłoby jak budowanie tamy w miejscu, gdzie zaraz wyrosnąć ma pionowy wodospad w dół. Marzenia stale pogłębiają swoje koryta, stale lgną do oceanu, są miejscem dającym życie kreatywności. To twórcze prądy dające ukojenie, zaspokojenie pragnienia i chłodne otrzeźwienie w upalny dzień. Marzenia nie podlegają numeracji, klasyfikacji albo kryteriom wymyślonym przez człowieka. Czyste marzenia są orzeźwiające jak podziemne wiry fontann, którym spieszno zaczerpnąć powietrza na powierzchni ziemi. Jak to pięknie zauważył już dawno temu jeden z największych wizjonerów tego świata, Albert Einstein: „Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, bo wiedza jest ograniczona”. Idąc tym tropem zauważamy, że największe marzenia budzą się wtedy, kiedy pozwalamy im rosnąć w nieskończoność.

Nikt nikogo nie będzie wołał do tablicy, aby przedstawić wzór na idealne marzenie, bo takich rzeczy się nie robi w zdrowych światach. Od nikogo się nie oczekuje, aby jego marzenia były miernikiem jego wkładu w rozwój społeczeństwa albo świadczyły o jego poziomie w hierarchii społecznej. Nikt wreszcie nie może zostać znieważony lub umniejszony za to, że marzy właściwe sobie wizje. Każdy ma prawo marzyć o czym tylko chce, i każdy ma prawo spełniać swoje marzenia. A ponieważ każdy z nas jest wizjonerem, bajkopisarzem, poetą widzialnych snów, każdy z nas wprowadza swoje marzenia w życie – czy jest tego świadomy, czy nie.

Dzięki temu, że naszym wizjom nie ma końca, w zabawie z nimi nie musimy więc chwytać się ostrożności. Nie musimy obawiać się zawrotnie szybkiej, krętej przejażdżki w dół, nawet z zamkniętymi oczami i rękami uniesionymi wysoko w górę. Marzenia są zawsze naszą ulubioną wersją rzeczywistości, możemy więc czuć się przy nich spokojnie i bezpiecznie nawet jeśli opisują ekstremalne, te najbardziej ekscytujące warunki i zdarzenia. Nie porównuje się marzeń ze sobą, stąd też nie ma potrzeby ich stopniować. Zdecydowanie możemy natomiast nimi zarażać innych, inspirować, dawać przykład fascynacji dla własnego przedsięwzięcia. W moim rozumieniu, prawdziwe i szczere marzycielstwo to nie wyścigi, tylko bratanie się wizjonerskich głów. To dostrajanie się do swoich potrzeb i uczenie się od siebie nawzajem. Marzeniami nie trzeba się nikomu chwalić na siłę, marzeniami trzeba po prostu z dnia na dzień żyć.

Nie mogę wyobrazić sobie, żebym nagle zaczął gonić swoje marzenia z linijką w ręce i kazał im się wyprostować, stanąć w bezruchu przez chwilę, jak w trakcie przymiarki krojonego garnituru abo sztywnej, niepokojącej wizyty u dentysty. Nie mógłbym skazać swoich marzeń na takie okrutne męczarnie. Wizje mają tę świetną właściwość, że potrafią być pełne zachwytu, zdumienia, intrygi i tajemnicy, a jednocześnie nie ważyć ani grama. Nie muszą mieć ani jednej właściwości podzielenia, czy to w kontekście czasu czy przestrzeni. Są lekkie i subtelne jak para wodna, równie kapryśne i niestałe co ona. I za to właśnie należą się brawa i uznanie moim marzeniom, za to je najbardziej szanuję. Nie podlegają bowiem prawom logiki, przyczynowo-skutkowym wyjaśnieniom, nie oczekują również aby je określano jako pożyteczne, lub przydatne. Wizja to wieczność w cyklach, to nieustająca zabawa w nieskończonych formach. Moje gęste marzenia rozpoczynają się więc każdego dnia na nowo kiedy otwieram rano sklejone oczy, ale nie przestają wcale trwać, kiedy zmęczony ich spełnianiem kładę swoje ciało spać. Wtedy marzenia budzą się po drugiej stronie, w innych realiach, tych niefizycznych, lżejszych, nieuchwytnych.

Jesteśmy w trakcie obserwowania potężnych zmian na naszej planecie. Coraz szersze grono ludzi dojrzewa do tego, żeby podjąć wyzwanie i odważnie wyczołgać się ze swojego pudełka pomiarów, ustaleń, zaleceń odpowiedniego zachowania, obowiązujących ilości i ograniczeń. Coraz więcej ludzi odnajduję największą radość w manifestowaniu swoich pragnień bez czekania na oklaski, uznanie albo aprobatę innych. W tym tkwi nasza największa moc sprawcza – w zaufaniu własnej intuicji i delikatnemu, nieomylnemu głosowi serca. Warto więc wybijać się poza skalę i sięgać po to, co na początku może wydawać się niedostępne, albo zarezerwowane dla innych. Warto oglądać siebie w centrum swoich marzeń, i pozwalać im w ten sposób bez wysiłku przychodzić do naszego życia. Kiedy tylko połączymy nasze wykreowane w głowach wizje z silną wiarą w ich spełnienie oraz zdeterminowanym działaniem w ich kierunku, wtedy niezwykle łatwo przychodzi nam spełnianie kolejnych pragnień. Po to właśnie tutaj wszyscy jesteśmy – aby doświadczać tego, czego tylko doświadczać chcemy najbardziej.

Posiadamy tę niezwykłą zdolność modelowania swojej rzeczywistości swoimi intencjami, swoim angażem w stawianiu kolejnych kroków w kierunku tego, czego chcemy doświadczać, i wreszcie swoim nastawieniem do całego procesu spełniania swych marzeń. W trakcie kroczenia drogą swoich pasji, bardzo istotne okazują się również rozmiary naszych oczekiwań, bo w tym akurat przypadku czym są one mniejsze, tym zdrowiej dla nas i naszych przyszłych osiągnięć. Jak to mówią, nie od razu Rzym zbudowano. Nie od razu będzie nam dane mieć wszystko, czego chcemy. Może się okazać, że nasza działalność nie od razu odnajdzie zainteresowanie wśród innych. Nie jest to jednak powód do tego, żeby rezygnować z tego, kim chcesz być. Rezygnowanie w takim momencie byłoby oszukiwaniem samego siebie i niedocenianiem swojego potencjału. Nic nie powinno dyktować, czym masz ochotę się zajmować, nad czym chcesz pracować i co sprawia ci największą radość. Uznanie i podziw wśród innych odnajdzie każdy, kto zdoła uwierzyć w siebie i wyszlifować swoje umiejętności do tego stopnia, że same staną się zdumiewające. To praktyka właśnie jest celem najważniejszym w spełnianiu swoich marzeń, sam akt wykonywania czynności, które nas pochłaniają do tego stopnia, że zapominamy na chwilę o całym świecie. Spełnianie marzenia to droga, to ruch, to płynięcie z prądem rzeki, to wieczna ekspansja w świeższe, bardziej naturalne wersje siebie. To droga spełniania marzeń jest więc najwyższym celem, a nie to co znajduje się na mecie. Pojęcie mety jest równie względne co pojęcie marzenia. Naszej wędrówki nie ma bowiem końca. Jesteśmy nieskończonymi istotami, które nigdy nie przestają istnieć i doświadczać tego, na czym się skupiają.

Być może marzy nam się, aby występować na scenie przed tysiącami fanów, być może chcemy być właścicielami wielkiego projektu artystycznego, lub biznesowego. Przed rozpoczęciem realizowania swojego marzenia, warto zadać sobie jednak pytanie, czy nasz pomysł wyrasta ze szczerej radości i podniecenia związanego z danym projektem, praktyką sportową lub artystyczną, czy jest efektem jakiejś wewnętrznej obawy, niepokoju, lub lęku. Możemy bowiem marzyć, aby zostać milionerem, artystą estradowym, wybitnym rzemieślnikiem, czyimś kochankiem albo kominiarzem z przeróżnych powodów. Jeśli fundamentem naszego marzenia jest rozwijania w sobie tego, co sprawia nam największą frajdę, chęć dzielenia się swoimi najlepszymi umiejętnościami oraz bratanie się z istotami współdzielącymi nasze doświadczenie, wtedy kolejnych etapów, lekcji i wyzwań naszej wędrówki nie będziemy traktować jak pułapek od zawistnego nam życia, a jak naturalne stadia rozwoju, którym chcemy sprostać. Jeśli nasze marzenie potraktujemy jednak jak wymówkę do zaspokajania swoich egocentrycznych powódek, wywyższania swojego wizerunku ponad innych i przekłamywania go, lub jeśli będzie efektem naszych wewnętrznych podziałów, niepokojów i frustracji, wtedy będziemy zmuszeni oglądać naszą podróż ze swoim marzeniem jak upadające domino następujących po sobie wysiłków, sporów, niepowodzeń i ciągłych kalkulacji. Warto więc być świadomym swych wewnętrznych koncentracji i świadomie wybierać te, które z nami szczerze współbrzmią.

Chciałbym zwrócić uwagę na to, że sami jesteśmy w stanie nadawać znaczenie poszczególnym zjawiskom, które oglądamy w swoim życiu. Inaczej mówiąc, sami decydujemy o tym, jakie rozmiary poszczególnych form są dla nas najwygodniejsze. Tyczy się to również marzeń oczywiście. Każdy z nas ma w końcu odmienne preferencje, potrzeby i pragnienia. Rozmiary naszych aspiracji, dążeń i motywacji będą więc różnić się od siebie, i nie ma w tym nic złego. To jest właśnie piękna właściwość otaczającego nas świata, że każdy jest w stanie kreować swoje życie w najbardziej odpowiadający mu fason. W tym kontekście rozmiary mają zatem kolosalne znaczenie. Każdy z nas bowiem potrzebuje do szczęścia czegoś innego. Gruba Kasia nie wejdzie w wiosenną kurteczkę chuderlawego Piotrusia, pasjonat poezji i zwiewnego tańca – pan Euzebiusz – nie odnajdzie zachwytu w podnoszeniu ciężarów, co z kolei uwielbia robić pani Irenka. W ten sam sposób, zaangażowany, pewny siebie oraz pełny entuzjazmu Filip nijak nie odnajdzie się w towarzystwie majaczących, wpółświadomych leniuchów podpierających ściany znajomego baru o poranku – Jarka, Teofila i Zbyszka. Wartym rozpoznania jest, że rozmiary naszych ambicji i intencji, którymi kolorujemy swoje doświadczenia będą nas prowadzić dokładnie do takich okoliczności, zdarzeń i osób, w których odnajdziemy możliwości dalszego rozwijania swojej pasji – czy to tej związanej z eksplorowaniem nieznanego świata, pracowania nad swoim potencjałem twórczym, naukowym i artystycznym, czy tej do leniwego narzekania i przepuszczania swojego cennego czasu przez palce. Wybór swojego marzenia należy do każdego z nas.

Krótka baśń z dzięciołem-marzycielem w tle:

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żył sobie pewien las na wzgórzu. Las był pełen dzikiej zwierzyny, pełen mgieł, burz, rosy, pajęczyn, śladów kopyt na ściółce, oraz całej gamy innych tajemnic. Rósł spokojnie ten las w swej dostojności, aż wreszcie zaczął być zauważanym przez ludzi. Zaczęli dostrzegać go wszyscy ci, którzy z takimi lasami lubią przebywać. Pojawiali się lekkoatleci i łakomczuchy, brzuchomówcy i fryzjerzy. Tchórzliwi kosmonauci, błędni rycerze, niebezpieczne baletnice i potulni gangsterzy. Przybywali wszyscy możliwi czytelnicy baśni o lasach z całego świata. Teraz pojawiłeś się w tym lesie ty, mój drogi.

Popatrz tam! Zza drzewa wychyla się właśnie rozczochrana głowa rudego, kosmatego dzięcioła. Ptak obraca swoją głowę raz w lewo, potem dla zachowania równowagi w prawo pół, i po chwili drugie pół raza. Trzepocze skrzydełkami, w bardzo modnym ostatnio wróblim stylu i patrzy na ciebie krzepko, uważny czytelniku. Ciebie widzi dzięcioł teraz, kołyszący się na drzewie. Ucichł już w stukaniu, przymknął swoje oba ciemne oka i rozpoczął marzyć po cichutku. Chciałby bardzo, żebyś widział go takim, jakim tylko zechcesz – o tym właśnie dzięcioł śni. Tego uczy las przybyszów: że mogą się go bać, że mogą też tańczyć i pisać z nim wspólne powieści. A ty, czytelniku, widzisz teraz słowa, czy marzysz rozczochranego dzięcioła między nimi? Boisz się wejść w głąb lasu, czy sznurujesz buty w tan? Każdy zobaczy takiego dzięcioła, jakiego sam sobie podaruje, jakiego sam wymyśli, zinterpretuje i opisze później w swej pamięci. Pamiętaj zatem – gwiżdżą szepty lasu – nie nadawaj imienia dzięciołowi, nie oceniaj zbyt pochopnie. Śpiące ptaki, jak wszystkie magie tego świata, są płochliwe w swej naturze. Odlatują bez pożegnania na samą myśl o etykiecie wartości i pożytku przyklejonej im do piór. Marz o swym pięknym dzięciole, albo lepiej – razem z nim, tak jest znacznie raźniej. Spraw – ciągnie las – żeby i nasz dzięcioł poczuł przez chwilę, jak to jest być prawdziwym, pięknym i wolnym. Spraw sobie, czytelniku, swojego ulubionego dzięcioła. A kiedy oswoisz się już z ptakiem, w ten sam sposób stwórz sobie swój plan na jutrzejszy dzień, nową relację z nieznajomymi w zatłoczonym autobusie, stwórz sobie ulubione potrawy, zajęcia, szczere rozmowy. Wreszcie stwórz wymarzoną wersję życia i wizerunek siebie, który ci odpowiada najbardziej. Twórz, baw się, chłoń – i co najważniejsze – nie zapomnij żyć tą wizją teraz.

Dodaj komentarz