Mądry jest ten, kto jest szczęśliwy.

W trakcie poszukiwań sensu mojego życia i zadumy nad wartością swojego istnienia, w pewnym okresie wydawało mi się, że razem z wiedzą, intelektualnym zrozumieniem zachodzących procesów wokół mnie, przyjdzie do mojego życia niepodważalny spokój i klarowność. Nigdy nie szukałem uznania lub pochwały w cudzych oczach, nigdy też nie zależało mi na tym, aby być postrzeganym jako najlepsze źródło niepodważalnych informacji. Zakładałem jednak, że pewien zakres wiedzy jest niezbędny do swobodnego i przyjemnego poruszania się w tym świecie, oraz że istnieją treści, dzięki którym będę w stanie wyzbyć się jakiegokolwiek cierpienia. Teraz widzę wyraźnie, że żadna wiedza intelektualna nie jest w stanie dostarczyć tyle spokoju, zrozumienia i jasności, co zaufanie głosowi swojego serca i wsłuchanie się w jego subtelne przekazy klarowności, które to wędrują kanałami ekstatycznych uczuć, wyobraźni i pragnień, niepodporządkowanym zupełnie ograniczającym prawom i regułom, w które to tak wielu ludzi zdecydowało się uwierzyć i uznać za swoje ostateczne, niezaprzeczalne zwierzchnictwo. Z mojej perspektywy widzenia, bardzo korzystnie jest angażować się jedynie w te nauki, które sprawiają mi uciechę. Żadna treść bowiem nie ma wbudowanego znaczenia, jest neutralna w swej istocie, całkowicie podporządkowana interpretacji obserwatora. Nie zawiera więc w sobie żadnego elementu szczęścia, dopóki nie zdecydujemy taki ładunek w tę sens czy treść włożyć. Każda treść, czy inaczej mówiąc czyjś subiektywny pomysł na wytłumaczenie danego zjawiska jest jedynie narzędziem, zaproszeniem, którego mogę używać, aby naświetlić sobie wizje innych ludzi i z nich korzystać. Jeśli nie sprawiają mi radości, nie muszę jednak w nie wierzyć czy traktować jako jedyne możliwe.

Szukałem zatem jakiejś jednej uniwersalnej prawdy, która sprawdzałaby się w polu doświadczeń każdej żyjącej istoty. Jak się łatwo domyślić, nie udało mi się odnaleźć żadnej na tyle wszechstronnej prawidłowości, która mogłaby zadowolić wszystkich jednocześnie. Dzięki procesowi szukania zdążyłem zauważyć natomiast, że moja prawda nie musi jednak mieć nic wspólnego z prawdą ludzi wokół mnie. Co więcej, to właśnie unikalność mojej prawdy (mojego punktu widzenia) jest podstawą jej jakości i świadczy o jej autentyczności. Dodatkowo całkowite zaufanie i poddanie się jej walorom paradoksalnie odnalazłem elementem spajającym ją ze wszystkimi innymi możliwymi perspektywami, których jestem w danym momencie świadomy. Innymi słowy, zauważyłem, że czym bardziej starałem się zrozumieć naturę wszechświata dzieląc zjawiska na kategorie, narodowości, zakresy, stopnie, zamykając je w osobnych szufladach i odgradzając od siebie, rozpisując je na gatunki i podgatunki, tym bardziej oddalałem się od spójności i integralności, których odnalezienie przewrotnie było celem moich dociekań od samego początku. Nauczyłem się, że integralności i spójności nie da się znaleźć na zewnątrz w świecie podziałów, sztucznych granic i grup. Nauczyłem się, że jeśli w takich warunkach chcę tę spójność, spokój i klarowność odnaleźć, muszę ją najpierw sam wytworzyć, zauważyć wewnątrz siebie, później zacząć dostrzegać w swoim najbliższym otoczeniu, aby ostatecznie rozlać jej ciągle rosnące dawki na każdy kolejny przejaw, doświadczenie, interakcję w swojej Świadomości. Jeśli coś co mnie interesuje, nie istnieje, kieruję wzrok na to co niewidzialne, i kreuję to w swojej wyobraźni od początku.

Zauważyłem, że z nauk, których trzonowymi ambicjami są segregacja i podział, nie mogę otrzymać większej klarowności ponad to, że dzielenie zjawisk i nadawanie im nazw jest jedynie formą pozornego ich porządkowania, nadawania numerka i miejsca w szeregu. Słowa, liczby, czy inne symbole są w końcu jedynie opisem tych zjawisk, które dziwnym trafem brałem kiedyś za bardziej prawdziwe niż samo doświadczenie. Opisując zjawiska, reakcje chemiczne, tendencje społeczne, wydarzenia historyczne, odpowiadamy na pytanie „w jaki sposób?”, „pod wpływem czego?”. Pytamy o przyczynowość, później odnajdujemy motyw, który uznajemy za główny czynnik sprawczy, po czym umieszczamy dane zjawisko w koszyczku z odpowiednią etykietką. Jest to jak najbardziej piękna forma wyjaśniania sobie rzeczywistości i może być niezwykle pożyteczna. Używając języka opisowego, nie jesteśmy jednak w stanie odpowiedzieć na bardziej fundamentalne pytania, których to zgłębiania jestem stale ciekawy. Pytania o sens tychże zjawisk, o ich celowość i znaczenie.

Wiedza to co innego niż mądrość. Wiedza to magazynowanie w swojej pamięci nazw poszczególnych obiektów, postaci, zjawisk oraz umiejętność szybkiego przywoływania tych nazw, ustawiania w chronologicznym porządku linearnego czasu lub zgodnie z wcześniej wymyślonym wzorem czy koncepcją na organizację tych etykiet. Wiedza jest silnie zależna więc od przeszłości, wyrasta z niej i współdzieli z nią główne sensy. Jest tożsama z podtrzymywaniem całej gamy podziałów, segregacji, rozgraniczeń, klasyfikacji, którym to ludzie zdecydowali się zaufać i na których zdecydowali się budować swoją moralność, hierarchię społeczną, itp. Mądrość natomiast nie ma nic wspólnego z wiedzą, a przynajmniej mieć nie musi. Mądrość bowiem to w moim przekonaniu umiejętność podejmowania najkorzystniejszych i najbardziej zrównoważonych decyzji w każdym kolejnym momencie swojego życia. To inteligentne wykorzystywanie swoich umiejętności i ufanie swojej intuicji w budowaniu swojej preferowanej przyszłości. Człowiek mądry ufa sobie, bo wie, że ufać komukolwiek innemu bardziej jest zwyczajnie nierozsądnie. Mądrością może więc być wykorzystywanie swojej wiedzy w momencie kiedy jest potrzebna, ale równie dobrze może być z niej rezygnowaniem, kiedy wiedza ta jest powodem irytacji, frustracji lub zakłopotania. Przebywanie w objęciach błogiej niewiedzy było moim słodkim lekarstwem na większość brudów, które zwykły kiedyś pojawiać się razem z intelektualnym tłumaczeniem sobie rzeczywistości. Największe osiągnięcia w rejonie nauki, pionierskich wynalazków i zmieniających paradygmat myśli filozoficznych rodzą się w zgodzie z przekonaniem, że wiedza ta rodzi się pierwszorzędnie z pokornego uświadomienia sobie własnej niewiedzy. Przywołując słowa jednego z moich Nauczycieli: „Zdecydowanie przyjemniej jest wspólnie nie wiedzieć, niż wmawiać sobie nawzajem, że się wie lepiej od pozostałych.”

Dziennik z Podróży – Słowa Jak Góry

Opisywać górę to szukać ładnych synonimów do „majestatyczny” i „wielki”. Obserwować górę, to stać w osłupieniu przed jej majestatem i nie szukać niczego. Prostotę i radość we wspinaczce odnajduję, kiedy wybieram najłagodniejsze zbocze w kierunku na szczyt. Łatwość i podekscytowanie w pisaniu, kiedy kolejne słowa na papierze obserwuję wyrastające przede mną jak góra.

Opisywanie kolejnych doświadczeń może stać się oczywiście sposobem na spędzenie radosnego życia, ale nie ma nic wspólnego z rzeczywistą naturą efektywnego kreowania własnego życiowego doświadczenia. Ponieważ szybko się okazało, że moim głównym priorytetem w życiu jest odnalezienie miejsca, z którego byłbym w stanie znacznie sprawniej kreować swoje życiowe doświadczenia, postanowiłem odwrócić się nieco od opisowego nurtu nauki. Teraz zauważam zresztą, że nauka owa i świat opisowy bardzo sprawnie nadążają za ścieżką duchowego, niefizycznego rozwoju, którą to postanowiłem zacząć kroczyć. Pisząc niefizycznego mam na myśli obręb własnej wyobraźni, stanu bycia, myśli, intuicji, inteligencji, pomysłowości, itd.. Nad ich rozwojem zdecydowałem się pracować i im poświęcać możliwie najwięcej czasu. Wszystkim tym czynnikom, które każdy z nas doświadcza na poziomie niewidzialnym, a które później manifestują się w naszym życiu w różnych formach fizycznych. Nie mają one jednego określonego kształtu, który można by zmierzyć za pomocą linijki, stąd praca nad nimi wygląda trochę inaczej niż nad fizycznymi obiektami i widzialnymi zjawiskami dla oczu. Zwrot skupienia z form widzialnych w kierunku aspektów niefizycznych mojej świadomości rozwija się u mnie stopniowo, aczkolwiek bardzo konsekwentnie.

Zauważam u siebie piękną tendencję do utrzymywania swojego skupienia jedynie na tych częściach doświadczenia, które mnie pasjonują, rezygnując równocześnie całkowicie z tych, które nie przynoszą mi radości. Z dnia na dzień jestem coraz bardziej ciekawy barwy i tonu głosu śpiewaczki, ale nie tego, jak ludzie nazwali język, w którym śpiewa. Jestem znacznie bardziej zainteresowany emocją, która krzyczy z obrazu malarza, niż czasu, w którym ten obraz powstał. Jest mi całkowicie obojętnym, ile pieniędzy warty jest złoty posążek któregoś z wymyślonych bożków, dużo bardziej przemawia do mnie za to intencja, z jaką została ta rzeźba wytworzona. Doświadczam więc podobnych przeżyć co dawniej, ale teraz skupiam się jedynie na preferowanych aspektach zarówno ich formy jak i treści, dzięki czemu czytam z nich znacznie więcej cennych dla mnie informacji niż kiedyś.

Moja Podróż w Nieznane to nie przyswajanie i kodowanie w mózgu merytorycznych informacji, które można by równie dobrze znaleźć w przewodnikach po krajach, które odwiedzam, w internecie albo z encyklopedii. W swoich najgłębszych rozważaniach nie przywiązuję bowiem wagi do nazw miejscowości, w których się znajduję. Cenię sobie za to mentalność mieszkańców, z której mogę się wiele nauczyć. Nie staram się pamiętać określeń potraw którymi jestem częstowany, uwielbiam za to kosztować nowe konsystencje i składnię dań, w które jeszcze nigdy wcześniej moje zęby się nie wgryzały. Nie zapamiętuję też nazw przypraw, uwielbiam za to, kiedy szczypią, łaskoczą albo eksplodują na języku, jak nigdy przedtem. Nie pamiętam ilości przebytych kilometrów oraz środków transportu, ilości schodów w najwyższych budynkach świata, ani tła historycznego miejsc, które oglądam. W trakcie mojej podróży zauważyłem, że skala tych danych jest tak obszerna, że gdybym chciał je wszystkie opisywać i pamiętać o drobnych szczegółach każdego wydarzenia, mogłoby mi umknąć to, co w trakcie podróży powziąłem za najcenniejsze – obserwowanie egzotyki Nieznanego w całkowitym pochłonięciu chwilą obecną, skupieniu się na bezpośrednich odczuciach, oraz co najważniejsze, czerpanie radości z kolejnych przeżyć odnajdywanych wewnątrz siebie.

Dodaj komentarz