White Cliffs of Dover: England – Wywiał Wiatr Wątpliwości

Jak każdy z nas, jestem sługą własnych wierzeń i pomysłów na życie. Chętnie więc przyglądam się możliwym konfiguracjom swojego systemu wierzeń, będąc równocześnie świadomym, że każde z nich jest techniką pracy nad sobą, ale ostatecznie nie jestem podporządkowany żadnemu z nich. Mogę służyć w radości tym, które wpływają korzystnie na mój rozwój, mogę również poddać się tym, które mnie zniewalają. Kiedy poddaje się wierzeniom, które mnie rozwijają, dużo chętniej honoruję ich potężną moc twórczą. Ponieważ widzę, że wpływają korzystnie na moje doświadczenia, szanuję ich inteligentną strukturę. Eksplorując swoje nawyki wierzeniowe zauważyłem, że wiele z naszych obaw i zmartwień powstaje na bazie negatywnego wierzenia, że brak, niekompletność lub niedostatek kiedyś zaistniał w naszym życiu, istnieje teraz, albo może nas dopaść w przyszłości. W rzeczywistości nie ogranicza nas jednak nic, poza naszą wyobraźnią. Decydując się na egzystowanie w świecie, który opiera się na obawie w zaistnienie braku lub niewystarczalności dóbr, jesteśmy zmuszani tego wyimaginowanego niedoboru doświadczać. Dużo korzystniej jednak jest przyjąć perspektywę, która wyklucza istnienie jakiejkolwiek formy niedostatku. Z mojego obecnego punktu widzenia, brak nie istnieje. Każda ekspresja, czy to fizyczności, czy niefizycznego skupienia, jest bowiem formą obfitości. To, czego możemy być świadomi i co możemy doświadczać, musi istnieć, żebyśmy byli do tego zdolni. W obrębie egzystencji nie ma miejsca więc dla braku egzystencji, występuje za to możliwość energii do przekształcania się w kolejne formy. Każdy z nas doznaje więc tyle obfitości w życiu, ile jest w stanie jej zauważyć i docenić. Doświadczanie braku lub tęsknoty za czymś, może być spowodowane jedynie niezrozumieniem tej właściwości rzeczywistości, która wyklucza jakikolwiek brak z założenia. Odwołując się z tęsknotą do przeszłości w której doświadczaliśmy coś, czego teraz już nie doświadczamy, nie pozwalamy na swobodne przekształcanie się energii w wybrane formy i blokujemy w sobie możliwość odnalezienia obfitości w formach teraźniejszych. Możemy generować w sobie uczucie braku, które jednak nie ma nic wspólnego z rzeczywistym brakiem. Samo uczucie braku jest bowiem obfitością tego właśnie uczucia, ale nie samego braku, który nie ma prawa zaistnieć.

Kiedy coś tracimy, lub kiedy coś przestaje być częścią naszego doświadczenia, albo kiedy zwyczajnie mamy ochotę tworzyć dłuższą relację z jakimś przejawem czy symbolem, którego w tym momencie nie doświadczamy fizycznie, nasze okoliczności stają się wtedy pięknym zaproszeniem do ponownego dostrojenia się do wibracji tego przejawu i śmiałego ukazania swojej Wyższej Jaźni, że to jest coś, z czym chcemy pracować i co sprawia nam radość. Jesteśmy w stanie pokazywać swój zapał i podniecenie emitując ze swojego organizmu taki zakres uczuć, myśli, stanu bycia, nastawienia, w których to pływalibyśmy w trakcie posiadania tego pozornie brakującego doświadczenia, obiektu, symbolu, osoby. Kiedy jesteśmy w stanie coraz pewniej domykać tę lukę między „chcę mieć” a „mam”, wtedy otrzymywanie kolejnych prezentów od siebie staje się coraz prostsze i coraz bardziej precyzyjne.

Oglądając nasze życie bez używania filtrów wartościujących i koncepcji opartych na niedostatku lub niekompletności, zauważamy, że wcale nie egzystujemy w świecie, w którym istnieje ograniczona ilość szczęścia do podziału na wszystkich ludzi. Dostrzegamy, że szczęście to rośnie samoistnie i proporcjonalnie do ilości rąk, które zdecydują się po nie sięgnąć. A kto temu przeczy albo przedkłada szczęście jednostki ponad szczęście ogółu, sam nigdy nie zazna spokoju, będzie bowiem męczony porównaniami, kalkulacjami i poczuciem odcięcia od własnego środowiska. Ze zrozumieniem, że największa radość pochodzi z naturalnego popędu do dzielenia się tym, co w nas najlepsze, rodzą się możliwości ciągłego rozwijania swoich umiejętności, a co za tym idzie, udzielania szczerej, radosnej i precyzyjnej pomocy swoim bliźnim.

wcd3

Zachęcam wszystkich aby w swych codziennych obserwacjach dostrzegali mnogość nieprzebranych ekspresji, bogatych w ciągle nowe doznania i niewyczerpalne możliwości ich interpretacji. Dlaczego mielibyśmy dostawać za dużo, albo za mało? Wtedy gra nie byłaby fair. Kiedy uświadomimy sobie, że mamy dokładnie tyle, ile chcieliśmy mieć, życie nabiera sensu. Na drodze do całkowitej wolności, istotnym elementem jest zatem pozbycie się jakichkolwiek oczekiwań, tęsknot czy nadziei. Mieć nadzieję, to nic innego bowiem, jak przeoczenie, że już masz wszystko, i pogląd, że powinieneś mieć coś innego w przyszłości. Tęsknota to nic innego, jak twierdzenie, że kiedyś miałeś to, co powinieneś, ale teraz znowu tego nie masz. Oczekiwanie natomiast to wywieranie niepotrzebnej presji na swoim naturalnym rytmie życia, oraz kurczowe trzymanie się wierzenia, że razem z nadejściem konkretnych doświadczeń w przyszłości, Twoje życie stanie się szczęśliwym. Oczekiwanie implikuje również niekorzystną zależność, że bez nich nie jesteś w stanie być tym, kim chcesz już teraz. Skąd jednak możesz wiedzieć, czego powinieneś doświadczać, i co jest najkorzystniejsze na prawidłowej ścieżce Twojego rozwoju? Otóż nie możesz tego wiedzieć. Możesz to jedynie widzieć, słyszeć i czuć.

Dzięki swoim podróżom zaobserwowałem, jak moja świadomość się rozrosła. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie jestem jedynie workiem mięsa uwarunkowanym przeszłością i skazanym na ciąg przyczynowo skutkowy ruchu atomów wokół niego. Zrozumiałem, że jestem zdolny przekształcać moje mentalne ciało zgodnie z preferencjami. Jestem w stanie poruszać w tym samym czasie ciałem fizycznym, zbudowanym z tkanek, mięśni i kości. Jestem procesem wzrostu, w którym uczę się, jak obserwować mój świat w najkorzystniejszy z możliwych sposobów. Jestem głównym operatorem silnika produkującego moje uczucia i intencje, którymi bezwysiłkowo nadaję kierunek swoim doświadczeniom. Obserwuję swoje eksperymenty w sposób, który daje mi najwięcej radości. Moją ulubioną zabawą stało się modelowanie doświadczeń swoją giętką interpretacją i potęgą wyobraźni.

Jestem widzeniem, jestem dotykiem, myślą, uczuciem i intencją, które właśnie tworzą mój jutrzejszy dobrobyt. Jestem kanałem dla wybranych, przyjaznych mi żywiołów, korzystam ze wspólnego nam wszystkim powietrza, słońca, ziemi i wód. Jestem Świadomością wszystkich przejawów, które doświadczam. Razem ze zmianą swojego postrzegania rzeczywistości, nie przestałem jednak być człowiekiem z krwi i kości stąpającym twardo po powierzchni Ziemi. Jestem jeszcze bardziej człowiekiem, niż kiedykolwiek wcześniej. Człowiekiem stopionym nierozerwalnie z otoczeniem, które się przekształca w zgodzie z jego intencjami i gamą uczuć, z którymi uprawia odważną miłość. To ciało uwielbia dotyk płaskiej, chłodnej dłoni, ceni sobie też każde ukłucie kolca. To, czym czuję się teraz w najszerszym polu widzenia jest bardzo subtelnym odczuciem i najzgrabniejsze słowo, które przychodzi mi na myśl opisujące jego istotę, to potencjał. Wygodniej mi doświadczać w formie czasownika, niż stałego obiektu w przestrzeni. Czuję się czystym potencjałem, możliwością do zaistnienia wszelkiej maści stanów, uczuć, wierzeń, fizycznych obiektów, zapachów, osobowości, form, kolorów, dźwięków, utożsamień. Jestem żyznością nieskończonej pustki, w której te wszystkie koordynacje mogą zaistnieć.

Lubię oglądać swoje życie jak ciągle ewoluującą perfekcję kolejnych zdarzeń i odnajdywać kolejne powody, dlaczego w moich oczach ten proces jest wspaniałym widowiskiem, lekcją, zabawą, zaproszeniem. Dużo bardziej wartościowym odnajduję obserwowanie swojego życia jak idealnie przygotowanego pod moje potrzeby przejawu, i zadawanie sobie pytania dlaczego tak właśnie jest, niż interpretowanie jakichkolwiek zdarzeń jako niekompletnych, wymagających poprawek, nieodpowiednich dla mnie. Patrzenie na swoje doświadczenia jak na niekompletne obrazy stało się zwyczajnie zbyt męczące i nieznośnie sztuczne. Każda Kreacja bowiem jest kompletna dla siebie, niezależnie od swojej formy czy umiejscowienia jej przez człowieka w pewnym punkcie jego koncepcji czasu.

Cały czas jestem w trakcie jakiegoś procesu. A ponieważ rozpalił mi się ogień w sercu i mam ogromną ochotę życia i ciągłego dojrzewania, nie zamierzam przestawać chcieć więcej kiedykolwiek. Pragnę doświadczać z chwili na chwilę jeszcze piękniejszego, pełniejszego, zrównoważonego wizerunku siebie. Nowym pragnieniom nigdy nie będzie końca. Jesteśmy na szlaku nigdy niekończącej się wędrówki, możemy się więc całkowicie zrelaksować i odprężyć. W takich warunkach energetycznych dużo łatwiej przychodzi spełnianie swoich marzeń niż w przestrzeni napompowanej stresem, niezadowoleniem z obecnego rozwoju sytuacji, przestrzeni pozbawionej poczucia własnej wartości, czy poczucia niezasługiwania na którekolwiek z naszych pragnień. Widzę bardzo przydatnym relaksowanie tendencji do posiadania upragnionego wizerunku, obiektu czy symbolu w świecie fizycznym natychmiastowo. Jego manifestacje dokonują się w moich oczach ciągle z pewnym poślizgiem, ale dzięki temu zabiegowi właśnie jestem w stanie uczyć się struktury tworzenia tego świata,  jego wewnętrznej budowy i kompozycji. Ślizgamy się więc na krawędziach swoich kolejnych ekspresji, ślizgamy się po falach, które sami wzburzamy i dopasowujemy do swoich możliwości i potrzeb. Relaksowanie się, spokojne odpoczywanie i docenianie swoich dotychczasowych dokonań jest niezbędną, fundamentalną częścią całej zabawy. Dlatego właśnie skupianie się na wyobrażeniach naszych preferencji bywa w zupełności wystarczające dla uzyskania wewnętrznego spokoju i pełnej satysfakcji ze swojego obecnego doświadczenia. Samo posiadanie upragnionego wizerunku, doświadczenia czy obiektu traktuję bowiem jedynie jak potwierdzenie dobrze wykonanej pracy z własną wibracją, a nie coś, do czego powinienem się przywiązywać na stałe. Innymi słowy nie czekam na swoje manifestacje – stale sieję świeże ziarna ulubionych uczuć. Zauważyłem bowiem, że czym więcej marzę tym więcej z tego ma szansę się spełnić. W tym kontekście więc, końcowych manifestacji w formie fizycznej nie traktuję jak czegoś, co byłoby niezbędnym symbolem, którego muszę najpierw doświadczyć, abym mógł poczuć się jeszcze lepiej za chwilę.

Traktowanie niefizycznych aspektów swojej egzystencji na równi z fizycznymi przejawami odnajduję teraz najbardziej zbalansowaną formą relacji. Innymi słowy, swoją wyobraźnię, pragnienia, inteligencję, kreatywność widzę nie mniej prawdziwymi od tego, co mogę dostrzec oczami lub poczuć opuszkami palców. Wszystkie bowiem są przejawami w tej samej Świadomości i traktowanie jednych bardziej wartościowymi od drugich byłoby niedopatrzeniem. W moim przypadku bardzo rozsądnie jest teraz sporo czasu poświęcać kontemplacji, zrozumieniu, nauce, skupieniu na ulubionych, wzmacniających uczuciach. To wszystko zwyczajnie dlatego, że daje mi to w tym momencie najwięcej radości i samospełnienia, a to jedyne drogowskazy, którym warto zaufać. Zwrot skupienia z form widzialnych w kierunku aspektów niefizycznych mojej Świadomości rozwija się u mnie stopniowo, aczkolwiek bardzo konsekwentnie. Zauważam dzięki temu jak ogromny potencjał drzemie w (bagatelizowanej do tej pory) wyobraźni, która rządzi się nieco innymi prawami od zjawisk świata widzialnego. Manifestacje w świecie fizycznym wymagają na przykład czasu, kiedy to w realiach wyobraźni, w akcie stwarzania możemy całkowicie pominąć czas i kreować formy, relacje, doświadczenia natychmiastowo i całkowicie bezwysiłkowo. Co ciekawe, kierując coraz częściej swoją uwagę do wewnątrz zauważam, że jestem w stanie egzystować w przestrzeniach wyobraźni i świata widzialnego równocześnie. Jestem w stanie myć zęby, gotować obiad albo podnosić swoje ciało na drążku i w tym samym czasie odbywać głębokie podróże wglądowe, nie będąc w tym samym czasie posądzanym o bujanie w obłokach albo utratę panowania czy kontroli nad zjawiskami fizycznymi. Moja świadomość dźwiga więc coraz więcej pomysłów, coraz więcej inspiracji, coraz więcej twórczych wizji, a w tym samym czasie, spokojnie przechadza się po realiach fizycznego świata, w którym zbiera kolejne owoce swojej niefizycznej działalności. To co widzę zatem, staje się radosną celebracją ukończonego projektu zmian, a równocześnie podstawą, fundamentem, zapalnikiem do produkowania jeszcze śmielszych wyobrażeń o tym, co będzie widzialne za niedługo.

Dodaj komentarz