Wyspa Sark – Otwieranie Oczu

sark3

W trakcie mojej podróży za podekscytowaniem, zauważyłem że wszystkie z doświadczeń, mniej czy bardziej przyjemnych, z pewnej perspektywy pojawiają się zupełnie bezwysiłkowo. Wiele popołudni na wyspie Sark spędziłem leżąc wśród wysokich traw ogrzewając twarz słońcem. Przez długie godziny leżałem zatopiony w relaksujących stanach medytacyjnych, albo siedziałem wygodnie gdzieś pod ulubionym drzewem. Zauważyłem, że nie muszę robić absolutnie nic, żeby po prostu być tu, gdzie jestem. Nie muszę również w tym samym czasie starać się, żeby być gdziekolwiek indziej. Doszedłem do prostej i bardzo pokrzepiającej konkluzji, że jestem właśnie tutaj, bo w żadnym innym miejscu nie mógłbym teraz istnieć i jednocześnie być tak cennym ogniwem dla całej konstrukcji. W tej prostocie zauważyłem, że nie muszę robić zupełnie nic, żeby czuć jak bije moje serce, żeby obserwować myśli, za którymi podążam, i którymi się bawię tworząc zmyślne historie w głowie. Podczas tych prostych obserwacji zacząłem odkrywać, że to ja jestem tym, który determinuje swoją rzeczywistość. Innymi słowy, to ja jestem tym, który wybiera. Wybieram przecież filmy i muzykę której słucham, wybieram swoje talenty nad którymi pracuję, wybieram co zjem na kolację, wybieram kolor i materiał swoich ubrań, wybieram, wybieram, wybieram. Po krótkim czasie doszedłem do punktu w którym zauważyłem, że cała kreacja bazuje na wolnym wyborze właśnie. Wyborze myśli, wyborze reguł, które zechce przestrzegać, wyborze z nieograniczonego potencjału już istniejących form.

sark4

Otwierając oczy, oglądam rezultaty swoich wcześniejszych wyborów. Obserwując swoje doświadczenia, słuchając innych ludzi, sam wybieram to, na czym zechcę skupić swoją uwagę. Zauważyłem, że robię to, czego pragnę cały czas. Wybieram miejsca, które odwiedzę, selekcjonuje słowa, których użyję w rozmowie, wybieram swój stan bycia odnośnie zaistniałych okoliczności, wybieram myśli, które preferuję. Doszedłem do wniosku, że skoro nie mogę uciec od ciągłej selekcji, mogę pozwolić sobie, aby używać najbardziej szalonych i pasjonujących słów, jakie jestem w stanie sobie tylko wyobrazić. Mogę zdecydować, żeby pozostać spokojnym, pełnym akceptacji i zrozumienia bez względu na to, jak bardzo stresujące oblicze przyjmą okoliczności. Mogę wybrać swój stan bycia niezależnie od sytuacji, w jakiej się znalazłem. Właśnie w tych najbardziej prozaicznych doświadczeniach dnia codziennego, kiedy przełożony w pracy wykrzykuje w moim kierunku obraźliwe stwierdzenia, poznaję kim naprawdę jestem. Wtedy zauważam na co się godzę, na jaki kompromis idę z własnym życiem, i z jakiej ilości własnej wolności rezygnuję na rzecz podporządkowania się okolicznościom. Świadoma i nieugięta decyzja o nie stawianiu się już nigdy więcej w pozycji ofiary wymaga odwagi, determinacji, zaangażowania i wyobraźni, ale tego na szczęście nie brakuje nikomu. Nawet jeśli w zaistniałej sytuacji nie czuję się wystarczająco pewny siebie aby tryskać entuzjazmem, albo nie stać mnie póki co na odwagę, żeby podjąć działanie pełne zrozumienia i akceptacji, doszukuję się usilnie tych stanów w ciszy i opanowaniu, nie chcę bowiem generować niepotrzebnie negatywnych emocji i wylewać ich na swoje doświadczenie. Widzę bowiem, że będę jedyną osobą, która będzie ich doświadczała. Nawet jeżeli szef w pracy wykrzykuje mi w twarz, że jestem do niczego, że się za mało staram, że powinienem coś robić inaczej, lepiej, że nie jestem wystarczająco dobry w jego oczach, wybieram aby pozostać cichym i nieoceniającym. Patrzę na jego nabrzmiałą czerwoną twarz ze spokojem i odwzajemniam się uśmiechem pełnym zrozumienia. To jest właśnie moc, jaką każdy z nas ma. To jest moc, dzięki której jesteśmy w stanie zmieniać swoją rzeczywistość.

Dodaj komentarz